Kategorie
Słowo na co dzień

Lekarstwo na zazdrość

W dzisiejszym podcaście usłyszysz o najskuteczniejszym lekarstwie na zazdrość. Dowiesz się także dlaczego uczucie zazdrości ma wiele wspólnego z rozszczekanym pieskiem merdającym ogonem oraz dlaczego postawa zazdrości jest bezsensowna.

Rozważanie wygłoszone 20.09.2020 r. na XXV Niedzielę Zwykła, na podstawie Mt 20, 1-16a.

Lekarstwo na zazdrość

 
 
00:00 / 27:17
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Kim jestem i co mam?

Są takie tematy, które zawsze będą w nas wzbudzały emocje. Jednym z nich jest kwestia naszego podejścia do dóbr materialnych.

W dzisiejszym odcinku poznasz kilka podstawowych zasad Bożej ekonomii, dowiesz się do czego służą pieniądze, dlaczego warto się nimi dzielić oraz co to znaczy, że jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami dóbr.

Nauczanie podsumowujące siódmy tydzień formacji według podręcznika „Dwie drogi”, wygłoszone podczas spotkania wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca” w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Bielawie, 16.09.2020 r.

Kim jestem i co mam?

 
 
00:00 / 36:32
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Jak kochać nieprzyjaciół?

Ślub moich przyjaciół. Mam przyjemność głosić kazanie i jak to bywa przy takich okazjach, zaczynam mówić o miłości. W pewnym momencie jeden z uczestników uroczystości z pogardą prychnął nosem, głośno mówiąc: „teoretyk” – po czym wyszedł z kościoła. Ta dość zabawna scena symbolizuje to, że w potocznym rozumieniu pojęcia miłości popełniamy masę błędów. Wspomniany człowiek zawęził pojęcie miłości tylko do relacji damsko-męskich, tak jakby wieź miłości nie mogła łączyć rodziców i dzieci czy choćby księdza i jego parafian. Jest też inne, powiedziałbym nawet bardzo niebezpieczne zawężenie tego pojęcia, które koniecznie wiąże miłość z przeżywaniem uczuć – naturalnie tych przyjemnych – jak sympatia, radość z przebywania razem, czy „motylki w brzuchu”. 

Czym miłość jest naprawdę, można dobrze wytłumaczyć odnosząc się do biblijnego przykazania miłości nieprzyjaciół. Gdyby miłość była koniecznie związana z przyjemnymi odczuciami to wspomniane przykazanie byłoby niedorzeczne, absurdalne, a nawet głupie. No bo jak mam się cieszyć na widok kogoś, kto mnie krzywdzi, rani i źle życzy?

Biblia rozumie miłość jako postawę. Postawę, która wyraża się w bardzo konkretnych działaniach. Dlatego Chrystus tłumacząc na czym polega prawdziwa miłość, daje nam 3 wskazówki odnośnie kochania naszych wrogów: dobrze im czyńcie, błogosławcie ich, módlcie się za nich. Nie mówi nic o uczuciach, czy myślach, które są w dużym stopniu niezależne od nas. Za to zaprasza do trzech postaw wobec nieprzyjaciół, zależnych od naszej woli: pomocy, życzenia im dobrze oraz powierzania ich Bogu w modlitwie.

Miłości towarzyszą różne uczucia, zarówno te przyjemne, jak i nieprzyjemne, ale co ważne – uczucia nie stanowią o istocie miłości. Istotą miłości jest postawa, decyzja, akt woli wyrażający się w konkretnym działaniu.

Rozważanie wygłoszone 11.09.2020 r. na Czwartek XXIII Tygodnia Zwykłego, na podstawie Łk 6, 20-26.

Jak kochać nieprzyjaciół?

 
 
00:00 / 18:13
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Spóźnione, ale szczere

Wczoraj swoje urodziny obchodziła wyjątkowa Osoba!

Warto byłoby ten dzień jakoś uczcić prawda? 🙂

Rozważanie wygłoszone 09.09.2020 r. na Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Spóźnione, ale szczere

 
 
00:00 / 16:08
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Słowo pełne mocy

Zaległy podcast o pewnej szczególnej właściwości Słowa Bożego.

Rozważanie wygłoszone 08.09.2020 r. na Wtorek XXII Tygodnia Zwykłego, na podstawie Łk 4, 31-37.

Słowo pełne mocy

 
 
00:00 / 15:05
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Dlaczego nie wzrastam w świętości?

Krótko o jednym z powodów, dla którego proces uzdrowienia (czyli wzrastania w świętości lub upodabniania do Chrystusa) tak wolno zachodzi w życiu chrześcijan.

W tym odcinku po raz pierwszy można usłyszeć czołówkę, która od dziś będzie towarzyszyła nam w każdym odcinku.

Bardzo serdecznie dziękuję mojemu bratu Michałowi Augustynowi, który dla nas nagrał podcastową czołóweczkę 🙂

Rozważanie wygłoszone 07.09.2020 r. na Poniedziałek XXIII Tygodnia Zwykłego, na podstawie Łk 6, 6-11.

Dlaczego nie wzrastam w świętości?

 
 
00:00 / 13:15
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Uratuj komuś życie

Spróbujmy krótko zmierzyć się z bardzo trudnym tematem wzajemnej odpowiedzialności za siebie i wynikającym z tego obowiązkiem napominania siebie.

Rozważanie wygłoszone 06.09.2020 r. na XXIII Niedzielę Zwykła, na podstawie Ez 33, 7-9.

Uratuj komuś życie

 
 
00:00 / 16:14
 
1X
 
Kategorie
Owocna spowiedź

OWOCNA SPOWIEDŹ [#4] U kogo? Często? Gdzie?

Ostatni odcinek z serii OWOCNA SPOWIEDŹ odpowie na kwestie dotyczące wyboru odpowiedniego spowiednika, częstotliwości korzystania z sakramentu pokuty i pojednania, jego miejsca i kilku innych spraw wiążących się z owocnością spowiedzi.

Owocnych spowiedzi! 🙂

OWOCNA SPOWIEDŹ [#4] U kogo? Często? Gdzie?

 
 
00:00 / 30:12
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Zdenerwować Boga

Czy można zdenerwować Boga? Naturalnie pytanie jest odrobinę prowokacyjne, bo nie da się wyprowadzić Boga z równowagi w naszym ludzkim rozumieniu.

Jest jednak pewna kwestia, która budzi stanowczy sprzeciw w sercu Boga…

Rozważanie wygłoszone 30.08.2020 r. na XXII Niedzielę Zwykła, na podstawie Mt 16, 21-27.

Zdenerwować Boga

 
 
00:00 / 23:06
 
1X
 
Kategorie
Owocna spowiedź

OWOCNA SPOWIEDŹ [#3] Wyznanie

Trzeci odcinek serii OWOCNA SPOWIEDŹ pomoże Ci w dobrym wykorzystaniu momentu spotkania z miłosiernym Bogiem w sakramencie pokuty.

Jak mam żałować czegoś co było przyjemne? W jakim kluczu ułożyć wyznanie grzechów? Dlaczego warto opowiedzieć kilka słów o sobie na początku spowiedzi?

Owocnych spowiedzi! 🙂

OWOCNA SPOWIEDŹ [#3] Wyznanie

 
 
00:00 / 30:46
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

No temu to się powodzi!

Kilka myśli to tym czy trawa u sąsiada jest rzeczywiście bardziej zielona…

Rozważanie wygłoszone 15.08.2020 r. na Wigilię Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Mari Panny, na podstawie Łk 11, 27-28, 1.

No temu to się powodzi!

 
 
00:00 / 12:09
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Przebaczenie przynosi uwolnienie

O przebaczeniu nigdy dość. To temat bliski każdemu, bo i ja i Ty jesteśmy zarówno oprawcami, jak i ofiarami. Krzywdzącymi i krzywdzonymi. A tam gdzie jest krzywda, potrzebne jest i przebaczenie.

Przebaczenie jest decyzją, aktem woli. To nie emocja, myśl czy pragnienie. Przy pomocy łaski Bożej zawsze jestem w stanie wzbudzić w swoim sercu decyzję przebaczenia. Oznacza to, że z jednej strony wyrzekam idę jakiejkolwiek formy odwetu, odpłacenia złem za zło, osobie która mnie skrzywdziła. A z drugiej postanawiam szczerze błogosławić, czyli dobrze życzyć tejże osobie.

Przebaczenie przynosi uwolnienie w dwóch kierunkach. Najpierw jest to uwolnienie mnie samego. Poprzez decyzję przebaczenia wchodzę w proces uwalniania siebie na różnych płaszczyznach: emocjonalnej, mentalnej, duchowej od bólu wynikającego z doznanej krzywdy. Stopniowo przestaję myśleć i rozpamiętywać tę sytuację? Krok po kroku staje się wewnętrznie wolny.

Jest też drugi kierunek, o którym nigdy wcześniej nie myślałem, a który pomógł mi dostrzec pewien bardzo wartościowy film z Tomem Hanksem w roli głównej. Film nosi tytuł „Cóż za piękny dzień” (gorąco polecam!). Główny bohater w jednej z początkowych scen wypowiada kluczowe zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „przez akt przebaczenia uwalniam drugą osobę od gniewu, jaki żywię wobec niej”. Czasami poprzez dobrowolne trzymanie nieprzebaczenia krzywdzimy nie tylko siebie, ale także innych. Film ukazuje tę prawdę na przykładzie relacji ojciec-syn. Syn żywił względem swojego ojca ogromny gniew, który miał swoje źródło w przeszłych krzywdach doznanych od ojca. Ojciec, który przechodził swoją wewnętrzna przemianę (w której rolę odegrała także jego choroba) wciąż był pod wpływem niszczącej siły gniewu swojego syna. Poprzez przebaczenie syn uwolnił swojego umierającego ojca od destrukcyjnego gniewu.

Przebaczenie niesie uwolnienie – zawsze dla osoby przebaczającej, a w pewnych okolicznościach może nieść także wolność temu, któremu przebaczam.

Rozważanie wygłoszone 14.08.2020 r. na Czwartek XIX Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 18, 21- 19, 1.

Przebaczenie przynosi uwolnienie

 
 
00:00 / 12:27
 
1X
 
Kategorie
Owocna spowiedź

OWOCNA SPOWIEDŹ [#2] Rachunek sumienia

W drugim odcinku serii OWOCNA spowiedź dziele się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi przygotowania do sakramentu pokuty i pojednania.

Usłyszysz o dwóch płaszczyznach tegoż przygotowania oraz propozycję przeprowadzenia rachunku sumienia w oparciu o fragment słowa Bożego.

Jeżeli chcesz, aby Twoja spowiedź przynosiła więcej pozytywnych skutków w Twoim życiu, zapraszam do słuchania.

Kolejny odcinek serii będzie dotyczył samego momentu spowiedzi.

OWOCNA SPOWIEDŹ [#2] Rachunek sumienia

 
 
00:00 / 32:18
 
1X
 
Kategorie
Owocna spowiedź

OWOCNA SPOWIEDŹ [#1] Przeszkody

Zapraszam na pierwszy odcinek serii OWOCNA SPOWIEDŹ, w której usłyszysz szereg praktycznych wskazówek odnoszących się do korzystania z sakramenty pokuty i pojednania.

Skąd ten temat? Spowiedź jest niczym dobre, ostre, precyzyjne narzędzie. Samo w sobie nie potrzebuje korekty. Korekty wymaga często nasz sposób używania go. Poprzez te serię chcemy uczyć się takiego korzystania z sakramentu pokuty i pojednania, aby możliwe było doświadczenie konkretnych duchowych skutków, jakie powinien on wnosić w życie osoby spowiadającej się.

Usłyszysz o 10 przeszkodach, które mogą mocno udaremnić owocne korzystanie ze spowiedzi. One domagają się naszego przezwyciężenia, zmiany i pracy nad sobą.

Jeżeli chcesz, aby Twoja spowiedź przynosiła więcej pozytywnych skutków w Twoim życiu, zapraszam do słuchania.

Kolejny odcinek serii będzie dotyczył właściwego przygotowania się do sakramentu pokuty i pojednania i rachunku sumienia.

OWOCNA SPOWIEDŹ [#1] Przeszkody

 
 
00:00 / 31:29
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Zgniłe ryby

Podcast o tym, co to znaczy mieć w sercu zgniłą rybę oraz o Bożych posłańcach, którzy czasami mogą być dla nas zaskakujący…

Rozważanie wygłoszone 30.07.2020 r. na Czwartek XVII Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 13, 47-53.

Zgniłe ryby

 
 
00:00 / 16:00
 
1X
 
Kategorie
Walka duchowa

Walka duchowa [#3] Środki obrony

W ostatnim odcinku wprowadzającym w podstawy walki duchowej poznasz 7 skutecznych środków obrony, za pomocą których w sposób aktywny możemy brać udział w duchowych zmaganiach.

Zwycięstwo przychodzi zawsze dzięki łasce Bożej, na którą otwieramy się choćby przez: Słowo Boże, sakramenty, modlitwę, wspólnotę, czy rozwój duchowy.

Pamiętaj: dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!

Walka duchowa [#3] Środki obrony

 
 
00:00 / 31:20
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Nie ma zysku bez straty

Usłyszysz dziś o fundamentalnej zasadzie obowiązującej w sferze życia duchowego – aby posiąść coś wartościowego, najpierw trzeba coś innego stracić.

Także o tym, co jest najbardziej wartościowym skarbem, dla którego warto jest stracić wiele, a być może wszystko?

Rozważanie wygłoszone 19.07.2020 r. na Niedzielę XVII Niedzielę Zwykłą, na podstawie Mt 13, 44-46.

Nie ma zysku bez straty

 
 
00:00 / 21:57
 
1X
 
Kategorie
Walka duchowa

Walka duchowa [#2] Taktyki nieprzyjaciela.

W drugim odcinku miniserii przedstawiającej podstawowej zasady dotyczące rzeczywistości duchowych zmagań poznasz siedem taktyk, jakimi posługuje się nieprzyjaciel w walce duchowej.

Usłyszysz między innymi o: maskowaniu, kłamstwach, zniechęcaniu, szukaniu najsłabszego punktu czy izolacji.

Kolejny odcinek będzie dotyczył sposobów, jakimi możemy aktywnie przeciwstawiać się działaniom wroga.

Walka duchowa [#2] Taktyki nieprzyjaciela.

 
 
00:00 / 30:58
 
1X
 
Kategorie
Walka duchowa

Walka duchowa [#1] Czym jest? Dlaczego i z kim ją toczymy?

Zapraszam na pierwszy odcinek miniserii o walce duchowej.

W tym podcaście usłyszysz o: istocie walki duchowej; podstawowej wiedzy o nieprzyjacielu ludzkiej natury; dwóch skrajnościach w pojmowaniu walki duchowej; powodach z jakich toczy się walka duchowa; Jezus Chrystus a walka duchowa.

Kolejny odcinek o taktykach nieprzyjaciela.

Walka duchowa [#1] Czym jest? Dlaczego i z kim ją toczymy?

 
 
00:00 / 31:57
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Trzy taktyki nieprzyjaciela

O trzech sposobach działania nieprzyjaciela i trzech sposobach podejmowania walki duchowej.

Rozważanie wygłoszone 19.07.2020 r. na Niedzielę XVI Niedzielę Zwykłą, na podstawie Mt 13, 24-30.

Trzy taktyki nieprzyjaciela

 
 
00:00 / 22:24
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Biada Ci

O Chrystusie, który chce Cię dziś zbesztać; o mocarzach w życiu duchowym i sposobie, jakim Bóg prowadzi do nawrócenia.

Rozważanie wygłoszone 14.07.2020 r. na Wtorek XV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 11, 20-34.

Biada Ci

 
 
00:00 / 24:16
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Miecz przeszywający serca

O tym dlaczego Słowo Boże nie jest pałką do okładania innych, a raczej mieczem przeszywającym serca.

Rozważanie wygłoszone 13.07.2020 r. na Poniedziałek XV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 10, 34 – 11, 1.

Miecz przeszywający serca

 
 
00:00 / 22:41
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Ziarno łaski

Dziś o trzech cechach łaski Bożej, o których wnioskujemy obserwując ziarno; także o tym czym jest kasztan i dlaczego warto upominać księży.

Rozważanie wygłoszone 12.07.2020 r. na Niedzielę XV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 13, 1-9.

Ziarno łaski

 
 
00:00 / 23:35
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Gołębiowąż

Co to jest gołębiowąż? To takie zwierzę, połączenie węża i gołębia. Gołębiowąż jest bardzo rozumny, rozsądny, inteligenty i rozważny. A do tego prosty, szczery i naturalny. Nigdy nikogo nie gra ani nie udaje. Każdy ewangelizator chce być taki jak on.

„Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie” – Mt 10, 16b.

Rozważanie wygłoszone 10.07.2020 r. na Piątek XIV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 10, 16-23.

Gołębiowąż

 
 
00:00 / 28:36
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Profil antyewangelizatora

Wczoraj mówiłem o przeszkodach w ewangelizacji, które właściwie to bardziej przeszkadzają nam niż Bogu. To nasze grzechy, słabości, wewnętrzne nieuporządkowanie, niedojrzałość, wątpliwości czy trudna przeszłość. Tacy byli pierwsi ewangelizatorzy wybrani osobiście przez Jezusa. Tacy też jesteśmy my. I Bóg sobie świetnie z tym wszystkim radzi.

Jednak są pewne cechy i postawy, które mogą skutecznie udaremnić przepływ Bożej łaski. Spróbujmy nakreślić dziś profil antyewangelizatora. Posiadając takie cechy nie jest możliwa ewangelizacja – nie jest możliwe podprowadzanie innych do osobistego spotkania z Bogiem. Antyewangelizator:

  1. Oczekuje czegoś w zamian – to może być czekanie na owoce swoich działań ewangelizacyjnych; także oczekiwanie pochwał, ludzkiej aprobaty czy jakiejkolwiek innej formy gratyfikacji, także materialnej. 
  2. Jest sfrustrowany – nie ma w sobie radości, pasji, zaangażowania. Nosi w swoim sercu wiele żalu do różnych osób, swoich przełożonych i w ogóle do całego świata. Taka osoba będzie skutecznie odpychała innych nie tylko od siebie, ale też od Boga.
    Ewangelizator to człowiek, który przyjął przebaczenie od Jezusa Chrystusa i przebaczył innym, dzięki czemu jest wewnętrznie wolny i niesie wolność.
  3. Jest przywiązany do siebie – do tego jak inni go postrzegają, jaką mają o nim opinię. Będzie obrażał się w reakcji na krytyczne uwagi wobec siebie. Niezdolny do przekraczania siebie, swoich granic i swojej strefy komfortu.
    W ewangelizacji bardzo często jesteśmy zaproszeni do robienia czegoś, czego nie lubimy, do wystawiania się na ocenę innych, do przekraczania siebie. Bo tu chodzi o dawanie innym Jezusa, a nie zachowanie swojego dobrego imienia.
  4. Przywiązany do warunków zewnętrznych – człowiek przywiązany do komfortu warunków życia nie potrafi się odnaleźć, gdy ich zabraknie. A z tym w ewangelizacji bywa różnie 🙂
    Dobry ewangelizator jest niczym święty Paweł, który mówi: „do wszystkich warunków jestem zaprawiony”.

Rozważanie wygłoszone 08.07.2020 r. na Środę XIV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 10, 7-15.

Profil antyewangelizatora

 
 
00:00 / 25:34
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Najmniejsza przeszkoda

Wystarczy uważnie przyjrzeć się ekipie, którą Jezus wysłał na misję ewangelizacyjną, aby przekonać się, że to co my często uważamy za przeszkody w ewangelizacji, to tak naprawdę żadne przeszkody.

Rozważanie wygłoszone 08.07.2020 r. na Środę XIV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 10, 1-7.

Najmniejsza przeszkoda

 
 
00:00 / 22:35
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Żniwo ewangelizacji

Dziś o tym jak bardzo wiele wspólnego mają ze sobą robota rolnika i ewangelizatora 🙂

Rozważanie wygłoszone 07.07.2020 r. na Wtorek XIV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 9, 32-38.

Żniwo ewangelizacji

 
 
00:00 / 23:48
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pobożność i duchowość

Pobożność oraz duchowość to dwa zjawiska obecne w życiu duchowym. Jaka jest między nimi różnica?

Pobożność dotyczy tego, co na zewnątrz – związana jest z różnymi formułami modlitewnymi, nowennami, rytuałami i obrzędami. Skrajna pobożność może prowadzić do oderwania od rzeczywistości, ucieczki od życiowych problemów czy podawania banalnych odpowiedzi na skomplikowane pytania.

Duchowość wiąże się bardziej ze sferą wewnętrzną – oznacza pewne postawy i decyzje, choćby postawę wiary i zaufania względem Boga. Zawiera także wgląd w siebie: swoje nieuporządkowane wnętrze, myśli, emocje, motywacje. Duchowość sprawia, że potrafimy twardo stąpać po glebie, konfrontować się z trudnościami czy głębiej patrzeć na rzeczywistość.

Czy to znaczy, że pobożność jest nam niepotrzebna? Św. Ignacy powiedziałby pewnie, że pobożność jest dobra „tyle o ile”. Tyle o ile prowadzi nas do duchowości. Jeżeli jakiekolwiek akty pobożności nie prowadzą nas do duchowości to tak naprawdę nie prowadzą nas do Boga. 

Ośmielam się postawić tezę, że mocne przeakcentowanie pobożności jest jednym ze źródeł kryzysu moralnego osób duchownych czy religijnej płycizny ludzi świeckich.

Zdrowa pobożność prowadzi do duchowości. Duchowość prowadzi do spotkania z Bogiem. Spotkanie z Bogiem prowadzi do przemiany człowieka. Przemieniony człowiek jest żywym dowodem działania Boga w Kościele.

Rozważanie wygłoszone 06.07.2020 r. na Poniedziałek XIV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 9, 18-26.

Pobożność i duchowość

 
 
00:00 / 21:17
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niebezpieczna litania

Czy odmawianie jednej z bardzo popularnych litanii może być dla nas niebezpieczne?

Zanim przejdziemy do tego pytania, najpierw wyobraź sobie sytuację ze swojego życia, gdzie podczas spotkania z jakąś osobą czułeś ogromną dysproporcję, nierówność między Wami. To może być rozmowa ze swoim przełożonym, wizyta w urzędzie. Mi przypominają się odwiedziny pewnego dziekanatu UWr, podczas moich pierwszych studiów po maturze, gdzie na wejściu trzeba było przepraszać pracujące tam Panie, za to że ośmiela się zakłócić ich ciężką pracę 😉 Teraz zobaczmy, że w przypadku spotkania z Bogiem jest podobnie, tylko że całkowicie odwrotnie.

Jezus mówi o sobie, że jest „cichy i pokornego serca”, a w oryginalnym tekście czytamy „łagodny i uniżonego serca”. Serce Boga jest uniżone. To dlatego w spotkaniu z Nim jest odwrotnie – ponieważ dysproporcja między nami, a Bogiem jest w całkowicie drugą stronę, niż we wspomnianych sytuacjach. To Bóg jest uniżony względem człowieka i to jest powód dlaczego nie następuje moje i Twoje spotkanie z Nim. Bo tylko serce skruszone, uniżone jest niejako na tym samym poziomie co serce Boga. To znaczy, że Boga spotkam tylko wtedy, gdy moje serce uniży się do Jego poziomu.

A o co chodzi z tą litanią? Zwróćmy uwagę, że w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa na końcu ma miejsce ważny dialog. Prowadzący litanię zaczyna wezwanie: „Jezu cichy i pokornego serca” – na które odpowiadamy: „Uczyń serca nasze według serca Twego”. Czyli o co się modlimy? O to żeby Bóg skruszył, uniżył i upokorzył nasze serca, aby mogły zniżyć się do poziomu nieprawdopodobnie uniżonego serca Jezusa. To prośba o to, aby Bóg na wiadome swoje sposoby oczyszczał mnie, upokarzał, uniżał, a wszystko po to, żebym potrafił kochać tak jak On. Dlaczego to może być niebezpieczne? Sformułowanie oczywiście odrobinę prowokacyjne, ale przecież mamy świadomość, że proces oczyszczenia serca do przyjemnych nie należy. Warto mieć świadomość, o co tak naprawdę prosimy Boga przez tę modlitwę. I warto mieć świadomość, że On to wołanie słyszy i bierze na poważnie 😉

Rozważanie wygłoszone 19.06.2020 r. na Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, na podstawie Mt 11, 25-30.

Niebezpieczna litania

 
 
00:00 / 17:15
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Duchowe przedszkole

Kiedy w sferze religijnej jesteśmy podobni do przedszkolaków? 

W badaniu, mającym na celu określenie rozwoju moralnego dzieci w wieku przedszkolnym, przedstawiano dwie historyjki. Badane dzieci oceniały, kiedy sprawcy czynu należała się surowsza kara. W pierwszym przypadku mały chłopiec został zawołany przez swoich rodziców na obiad i wchodząc do pokoju przez przypadek strącił tackę i rozbił piętnaście filiżanek. Natomiast inny chłopiec, pod nieobecność swojej mamy, postanowił wykraść konfiturę z szafy, a próbując tego dokonać, rozbił jedną filiżankę. Dzieci oceniają, że surowsze konsekwencje powinny spotkać chłopca, który zbił więcej filiżanek. Czego nie potrafią dostrzec przedszkolaki? Oczywiście nie widzą intencji czynu, a zatrzymują się jedynie na jego materii.

Dziś Jezus w Ewangelii mówi: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi W CELU, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.” Tymi słowami wskazuje, jak bardzo istotna jest intencja działania, czyli wzbudzony świadomie cel wszelkich praktyk religijnych. Jeżeli moim celem nie jest spotkanie z Bogiem, słuchanie Go, pogłębianie z Nim przyjaźni, czy postawienie Jego woli ponad moją to się z Nim rozminę. Taka religijność nie będzie prowadziła ani do nawiązania więzi z Bogiem, ani do mojego rozwoju.

Kiedy spełniamy różne praktyki religijne, takie jak: modlitwa, słuchanie słowa Bożego, uczestnictwo w sakramentach – a nie mamy w sobie wzbudzonego właściwego celu tegoż działania – jesteśmy niczym przedszkolaki. Dziecko w wieku przedszkolnym kompletnie nie jest świadome czegoś takiego jak cel działania. W życiu duchowym grozi każdemu z nas podobna postawa – ignorowanie tego aspektu, brak świadomości, czy zwykłe przyzwyczajenie. Brak świadomego wzbudzenia w sobie właściwej intencji spowoduje, że praktyki religijne nie doprowadzą nas do spotkania z Bogiem i nie będą nas otwierały na Jego działanie. Konsekwencją tego będzie niechęć do takich praktyk, a być może nawet porzucenie ich. Łatwo w sferze religijnej wpaść w pewien automatyzm, który niestety nie będzie prowadził do naszej przemiany. Jednak problem nie leży w samych praktykach religijnych, tylko w naszym sposobie przeżywania ich na poziomie przedszkolaka. 

Rozważanie wygłoszone 17.06.2020 r. na Środę XI Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 6, 1-6. 16-18.

Duchowe przedszkole

 
 
00:00 / 16:48
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Relacje rodzinne

Zapraszam do odsłuchania konferencji, w której omawiam po trzy fundamentalne postawy w relacji dziecko-rodzic oraz rodzic dziecko. 

Nauczanie podsumowujące czwarty tydzień formacji według podręcznika „Dwie drogi”, wygłoszone podczas spotkania wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca” w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bielawie, 16.06.2020 r.

Relacje rodzinne

 
 
00:00 / 39:04
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Kryteria kościelnego charakteru wspólnoty

Zapraszam do odsłuchania konferencji, w której wymieniam kryteria rozeznawania kościelnego charakteru wspólnot.

Nauczanie podsumowujące drugi tydzień formacji według podręcznika „Szkoła relacji we wspólnocie”, wygłoszone podczas spotkania wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca” w parafii pw. Maryi Matki Kościoła w Dzierżoniowie, 12.06.2020 r.

PS. Jakość nagrania jest nieco gorsza z uwagi na inną formę rejestracji dźwięku.

Kryteria kościelnego charakteru wspólnoty

 
 
00:00 / 34:34
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Prawo, reguły i zobowiązania

Często powtarzam pewną myśl, że Duch Święty prowadzi człowieka od religijności opartej na prawie do religijności opartej na relacji z Bogiem. Czy to oznacza, że prawo, zasady i reguły stają się niepotrzebne?

Ta kwestia pojawia się w dzisiejszej Ewangelii, gdy Jezus mówi, że nie przyszedł znieść Prawa, ale je wypełnić. On nie zniósł żadnego z przykazań Bożych, a pokazał ich głęboki sens i znaczenie.

Od razu odpowiedzmy sobie na początkowe pytanie – prawa, zasady i reguły są nam cały czas potrzebne. Ponieważ życie w przyjaźni z Bogiem, życie w łasce uświęcającej nie likwiduje naszej ludzkiej natury, która wciąż jest naznaczona grzechem. Owszem, dzięki łasce możemy tę naturę przekraczać, dzięki łasce możemy się upodabniać do Chrystusa, ale wewnętrzne pęknięcie ludzkiej natury wciąż będzie dawało o sobie znać. A to znaczy, że nadal potrzebujemy drogowskazów, przykazań, zobowiązań, aby w naszym życiu nie panował chaos.

Tylko człowiek wewnętrznie wolny potrafi się podporządkować regułom, co więcej człowiek wolny ma świadomość, że te reguły są mu potrzebne. Dobrym tego przykładem jest kard. Stefan Wyszyński, który podczas uwięzienia drobiazgowo rozpisał swój plan dnia – uwzględniając tam modlitwy, pracę, aktywność własną czy odpoczynek. Człowiek wolny dostrzega w swoim życiu potrzebę reguł i zasad, bo one nas chronią przed chaosem.

W podobnym kluczu możemy popatrzeć choćby na ostatnie nawoływanie duchownych różnego szczebla do zadośćuczynienia obowiązkowi przyjęcia Komunii Świętej w czasie wielkanocnym. Takie przypomnienia są istotne – skoro nasza natura jest skażona, to łatwo pogubić się w relacji z Bogiem – a przykazania, zasady, reguły nadają pewne ramy, które są nam potrzebne, żebyśmy  w sferze życia duchowego się nie pogubili. A to od nas zależy czy przeżyjemy to na poziomie niewolnika – no tak, trzeba przyjść, zaliczyć obowiązek i mieć spokój – czy na poziomie człowieka wolnego, który z własnego wyboru (pełnego radości i ufności) jest posłuszny względem Bożego prawa.

Rozważanie wygłoszone 10.06.2020 r. na Środę X Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 5, 17-19.

Prawo, reguły i zobowiązania

 
 
00:00 / 13:08
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Obraz i napis na duszy

Dawno temu byłem na wycieczce szkolnej w jakimś miejscu, gdzie wydobywano złoto i była tam możliwość samodzielnego wybicia monety. Kładziono krążek metalu na jakimś starym, zardzewiałym narzędziu, aby każdy mógł osobiście użyć własnej siły do wytworzenia prawdziwej monety.

Dziś w Ewangelii jesteśmy świadkami ciekawego sporu, podczas którego Chrystus prosi o pokazanie monety, na której wybity był wizerunek Cezara i napis. Co to ma do naszego życia duchowego?

Otóż sakrament chrztu świętego można opisać za pomocą obrazu wybijania monety. Podobnie jak na kawałku metalu wybijany jest pewien wzór, tak samo podczas chrztu Bóg na naszej duszy „wybija” znamię, pieczęć, znak przynależności do Niego. W przypadku monety to, co się na niej znajduje może po jakimś czasie się zamazać i ulec zniszczeniu – jednak w przypadku znamienia na duszy, wybitego podczas chrztu, jest całkowicie odwrotnie. Choć w wyniku naszych wyborów ono może się zacierać, stawać się niejako niewidoczne, to jednak nie da się go zmazać czy zniszczyć. Jest niezatarte. Jeżeli ktoś, z różnych powodów, sprzeciwia się Bogu, czy nawet formalnie występuje z Kościoła – znamię, które otrzymał podczas sakramentu Chrztu Świętego i tak na nim pozostanie. Dlaczego to jest tak ważne i piękne?

Ponieważ chrzest wyciska na naszej duszy pewien obraz i napis, podobnie jak to jest na monecie. Dzięki sakramentowi chrztu jest w nas wyciśnięty obraz samego Boga, który oznacza naszą przynależność do Niego. Ale to nie koniec, bo jest jeszcze napis: „umiłowany syn Boga”, „umiłowana córka Boga”. Każdy ochrzczony ma w głębi duszy wyciśnięte te znaki przynależności do Boga. Po chrzcie nie da się już tego usunąć, ani zmienić. 

Warto przypominać sobie o tym, szczególnie kiedy zaczynamy wchodzić w logikę syna marnotrawnego: „nie jestem godzien nazywać się Twoim synem”. Nieusuwalne znamię, które nosimy w sobie na mocy sakramentu chrztu nieustannie przypomina nam prawdę: „jestem umiłowanym synem”. Niezależnie od mojej aktualnej kondycji duchowej, czy wewnętrznego stanu – obraz i napis wyryty na moim sercu pozostanie już tam na zawsze.

Rozważanie wygłoszone 02.06.2020 r. na Poniedziałek IX Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mk 12, 13-17.

Obraz i napis na duszy

 
 
00:00 / 17:36
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Kiedy potrzebujesz Ducha Świętego?

Kiedy w sposób szczególny potrzebujemy Ducha Świętego? Gdy jesteśmy w jakiś sposób zamknięci. Uczniowie dziś w Ewangelii byli zamknięci w wieczerniku. Nie tylko w sensie dosłownym – bo czytamy o zamkniętych drzwiach. Byli zamknięci w swoim zniechęceniu, poczuciu porażki, doświadczeniu zdrady, zdezorientowania. W sam środek tego doświadczenia przychodzi Chrystus, który daje im Ducha Świętego niosącego pokój. Podobnie i my możemy znaleźć się w rożnych okolicznościach, które powodują wewnętrzne zamkniecie się w bezradności. 

3 sytuacje, w których potrzebujemy Ducha Świętego:

  1. Zamkniecie się na drugą osobę – kiedy w wyniku jakiejś kłótni, sprzeczki, wymiany zdań w relacji pojawia się chłód, chęć wzajemnego unikania, czy ciche dni. Tego szczególnie mogą doświadczyć małżonkowie. Zdarza się, że któraś ze stron naprawdę chciałaby tę sytuację zakończyć pozytywnie, ale w gdzieś w sercu jest takie spięcie, że nijak nie wiadomo jak to zrobić. Wtedy warto wołać o Ducha Świętego, który może skruszyć lód w sercu i pomoże zrobić pierwszy krok do wzajemnego pojednania. A dlaczego ja mam robić pierwszy krok? Bo chrześcijanie uczą się naśladować Chrystusa – a On zawsze jako pierwszy wyciąga dłoń do pojednania do mnie i do Ciebie. Duch Święty do tego uzdolni.
  2. Zamknięcie się w zniechęceniu – kiedy w wyniku jakieś porażki, upadku po raz kolejny w ten sam grzech, przeżywam zniechęcenie samym sobą. Trudno się z takiego stanu samemu wydobyć. Warto wtedy prosić o Ducha Świętego, którego nazywamy Pocieszycielem.
  3. Zamknięcie się w problemie – kiedy w życiu przychodzą problemy tak zawiłe i skomplikowane, że nie mamy pojęcia jak je ugryźć, jak sobie z nimi poradzić. Warto wtedy wołać o Ducha Świętego, który przecież czyni wszystko nowe. Kiedyś podczas pielgrzymki do Częstochowy pewien człowiek poprosił mnie o rozmowę i podzielił się bardzo zawiłym życiowym problemem. Nie miałem zielonego pojęcia co mu odpowiedzieć, czułem całkowitą bezradność. Wtedy przyszedł mi do głowy ostatni pomysł – zaproponowałem wspólną modlitwę pełną wiary o przyjście Ducha Świętego do tej sytuacji. Po kilku dniach ten człowiek znowu przyszedł do mnie i powiedział, że problem „sam” się rozwiązał.

Duch Święty nie jest głuchy. Kiedy wołasz o Jego przyjście z wielkim pragnieniem i wiarą w spełnienie obietnicy danej w Biblii przez Boga, daje gwarancję, że On przyjdzie.

Rozważanie wygłoszone 31.05.2020 r. na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, na podstawie J 20, 19-23.

Kiedy potrzebujesz Ducha Świętego?

 
 
00:00 / 23:51
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

My eksperci

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji” – taki fragment modlitwy ułożonej przez św. Tomasza z Akwinu znajduje się na jego grobie.

W świetle tych słów spójrzmy na scenę, którą dziś czytamy w Dziejach Apostolskich. Festus, prokurator Judei, opisuje wydarzenia związane ze sporem św. Pawła i jego oskarżycieli. W pewnym momencie z jego ust padają genialne słowa: „…NIE ZNAJĄC SIĘ NA TYCH RZECZACH…”. Festus otwarcie przyznaje się, że nie zna się na kwestiach dotyczących tego sporu. Nie jest łatwo przyznać się do tego, że czegoś nie wiem; dużo łatwiej udawać wielkiego znawcę tematu. 

Mam wrażenie że mamy w sobie tendencję do bycia ekspertami w praktycznie wszystkich możliwych dziedzinach naszego życia. Kilka przykładów:

  1. Sport – każdy kibic przed telewizorem, byłby oczywiście najlepszym selekcjonerem polskiej reprezentacji w nogę.
  2. Polityka – podczas spotkań rodzinnych co drugi wujek wie lepiej, jak powinni tam na górze wszytko poustawiać, co by nam żyło się lepiej.
  3. Teologia – przestrzeń internetowa jest bogata w wypowiedzi natury teologicznej, popularny jest ostatnio pewien znany podróżnik. 
  4. Epidemiologia – ekspertami w tej dziedzinie są aktualnie celebryci, a szczególnie piosenkarki 🙂

Oparcie się pokusie bycia ekspertem od wszystkiego nie jest takie proste. W naszym lubelskim domu dla księży studentów zdarza prowadzić przy stole różne „uczone” dyskusje. Podczas takiej rozmowy często następuje zwrot do któregoś ze studentów wybranej dziedziny. Dla przykładu jeżeli jest skierowany do mnie, to brzmi mniej więcej: „a co na to psychologia?”. Wtedy pojawia się pokusa żeby popisać się jakimś mądrym wywodem wyczytanym z książki czy usłyszanym na zajęciach. A najczęściej odpowiedź powinna brzmieć mniej więcej tak, jak ta Festusa: „nie znam się na tych rzeczach”. 

Pewien profesor psychologii uważa, że aby w miarę dobrze orientować się w jakiejś dziedzinie i móc w jej obrębie podejmować twórcze badania wystarczy jedynie… 10 lat. Warto przyjrzeć się sobie, czy przypadkiem nie próbuję w rożnych okolicznościach udawać eksperta z jakiejś dziedziny, na której faktycznie kompletnie się nie znam. Tego nas uczy św. Tomasz, prokurator Judei Festus oraz raper KęKę („Pora mówić nara”), któremu oddajmy głos na koniec:

„Jak kiedyś liznąłem tematu

Zaraz myślałem, że prawda

Dziś zgłębiam dziedzinę przez lata

Na końcu i tak się waham”

Rozważanie wygłoszone 29.05.2020 r. na Piątek VII Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Dz, 25, 13-21.

My eksperci

 
 
00:00 / 14:29
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Poszerzanie perspektywy

Dziś wejdźmy w rolę duchowych optyków, okulistów i wszystkich specjalistów zajmujących się korekcją wzroku. 

Pewnie nie raz tego doświadczyłeś, że kiedy dwie osoby opowiadają o tym samym wydarzeniu, każda z nich podkreśla inne szczegóły i okoliczności. To samo dzieje się dziś, kiedy słuchamy opisów wydarzeń mających miejsce wokół Wniebowzięcia Chrystusa. W Dziejach Apostolskich czytamy, że uczniowie widząc jak Chrystus wstępuje do nieba, uporczywie wpatrują się w górę. Po chwili nawet tajemniczy „mężowie w białych szatach” pytają się ich, co się tam tak patrzą. I druga scena, opisana przez ewangelistę Mateusza – gdy uczniowie spotykają się z Jezusem chwilę przed Jego Wniebowstąpieniem – oddają mu pokłon. Spróbujmy uchwycić kontrast między obiema scenami – z jednej strony uczniowie wpatrujący się w niebo, z drugiej z wzrokiem wbitym w ziemię. Dalej Chrystus posyła ich słowami: „Idźcie i głoście…”. Nie da się ani iść, ani głosić, kiedy ma się wzrok utkwiony tylko w jednym miejscu. Zobaczmy na te scenę jako na zaproszenie do poszerzania swojej perspektywy patrzenia na rzeczywistość, a z drugiej strony na wystrzeganiu się fragmentarycznego patrzenia.

Zobaczmy na dwóch skrajnych przypadkach, co się dzieje, kiedy następuje zawężenie sposobu postrzegania rzeczywistości.

  1. Pierwsza historia wydarzyła się naprawdę. Na mojej pierwszej parafii kiedyś do drzwi plebanii zapukała jedna z parafianek ze słoiczkiem w dłoni. Okazało się, że chciałaby go napełnić święconą wodą. Trochę to mnie zdziwiło, ponieważ dość niedawno byłem u niej „po kolędzie” i pamietam, że poprawnie skropiłem wodą święconą jej mieszkanie. Gdy wręczałem parafiance pełny słoiczek, z ciekawości postanowiłem zapytać, w jakim celu ta woda. Pani odpowiedziała bardzo poważnym i nieco przyciszonym głosem: „Wie ksiądz co, bo mój mąż jest alkoholikiem i ja mu wodę święconą do herbaty dolewam”. Kiedy opowiedziałem te historię dziś podczas kazania w kościele, część ludzi się śmiała. Być może ktoś inny by oponował, twierdząc że owa pani bardzo dobrze postąpiła. Odsuwając na bok emocje, myślę że wszyscy się zgodzą, że jeżeli ktoś jest chory, to potrzebuje kontaktu ze specjalistą, diagnozy, lekarstw, procesu terapeutycznego. Nikt raczej osobie chorej na raka nie zaproponuje w ramach leczenia codziennego gotowania zupy na egzorcyzmowanej soli. Alkoholizm jest chorobą i jak każda inna choroba wymaga fachowej pomocy. Ten przykład, może dość jaskrawy ma pokazać, co się dzieje, kiedy nasza głowa jest skierowana cały czas do góry; kiedy zaczynamy rzeczywistość czytać tylko w kategoriach nadprzyrodzonych, ignorując wymiar doczesny, racjonalny. 
  2. Druga historyjka jest bardzo prawdopodobna, ale zmyślona na potrzebę przykładu. Wyobraźmy sobie mężczyznę w średnim wieku, który jest sceptykiem. Sprawy religii, Boga, duchowości obchodzą go tyle, co robienie przetworów na zimę – czyli nic. Owy mężczyzna z jakiegoś powodu trafia na spotkanie modlitewne – nagle znajduje się pośród wielu ludzi, którzy z ogromną, autentyczną i głęboką wiarą modlą się, uwielbiają Boga. Gdzieś w tle gra porządny zespół muzyczny, tworząc odpowiedni klimat modlitwy uwielbienia. Chłop patrzy się na modlących się ludzi i ma ich za wariatów. Ale nagle bez żadnego powodu zaczyna płakać jak niemowlak, wręcz zanosić się od płaczu. Czuje jak spływają z niego złość, niepokój, różne negatywne doświadczenia. Na drugi dzień wstaje z łóżka pełen radości i entuzjazmu i myśli sobie: „to tylko emocje; to pewnie ta muzyka była grana na jakichś specjalnych częstotliwościach”. Tutaj mamy z kolei przykład odwrotny – zawężenie perspektywy tylko do wymiaru poziomego, przy jednoczesnym całkowitym wyeliminowaniu innych perspektyw. W taki sposób znowu nie mamy szansy objąć całości…

Dwa przykłady, dość skrajne i przejaskrawione, które miały pokazać nam co się dzieje, kiedy zawężamy nasze patrzenie do któregokolwiek z wymiarów – zawsze pominiemy bardzo ważny element rzeczywistości. Bóg zaprasza nas do nieustannego poszerzania naszego spojrzenia. Także do tego, aby zbadać swój sposób spojrzenia – czy przypadkiem nie patrzę się uporczywie w niebo, pomijając lub deprecjonując to, co doczesne? Czy może jestem zamknięty całkowicie w kategoriach możliwych do wyjaśnienia na drodze rozumowej i niejako zamykam się na wymiar nadprzyrodzony?

Rozważanie wygłoszone 24.05.2020 r. na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, na podstawie liturgii słowa z dnia.

Poszerzanie perspektywy

 
 
00:00 / 17:18
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Korzyści strapienia

Spróbujmy przyjrzeć się, jakie korzyści możemy wyprowadzić z doświadczenia duchowego strapienia. Dziś w Ewangelii rozważamy scenę, w której Chrystus przygotowuje uczniów a swoje odejście. Możemy to odczytać jako obraz wprowadzenia ich w stan strapienia. Jednak dalej mówi, że to wszystko co się dzieje, jest dla nich pożyteczne. Zapytajmy się jaki pożytek może płynąć dla nas z duchowych strapień.

Św. Ignacy w punkcie nr 322 książeczki „Ćwiczeń duchownych” podaje trzy przyczyny, z powodu których możemy znaleźć się w stanie strapienia. Idąc tym tropem odnajdziemy korzyść w każdym z nich.

  1. Z powodu naszych win” – strapienie może być konsekwencją naszych własnych działań, decyzji, grzechów. 

Korzyść – poznanie co w życiu duchowym mi służy, a co nie. W Księdze Mądrości Syracha 37, 27 czytamy: „Synu, w życiu doświadczaj siebie samego, patrz, co jest złem dla ciebie, i tego sobie odmów!”. To zachęta do osobistego rozeznawania tego, co jest dla mnie dobre w życiu duchowym. Ignacy opisuje, kiedy podczas swojej rekonwalescencji czytał ówczesne bestsellery o rycerzach i księżniczkach, początkowo dawało mu to pewien rodzaj rozrywki, ale potem odczuwał duży niepokój. Przeciwne odczucie towarzyszyło lekturze żywotów świętych. W naszym życiu jest podobnie: ktoś po obejrzeniu jakiegoś serialu będzie wewnętrznie rozbity, nieskupiony, rozdrażniony – a na kogoś innego ten sam obraz nie będzie miał żadnego wpływu. Przez doświadczenie strapienia z powodu własnej winy, możemy rozpoznać, co w życiu duchowym jest dla mnie szkodliwe.

  1. Bóg chce nas wypróbować” – strapienie może być celowym działaniem Boga, aby nas poddać próbie.

Korzyść- poznanie siebie i swoich motywacji w życiu duchowym. Szczególnie na początku relacji z Bogiem doświadczamy wielu pociech, wewnętrznej radości, pokoju. Pan Bóg stopniowo chce nas od tego odzwyczajać, tak aby nasza relacja z nim była prawdziwą relacją miłości – bezinteresowną, wierną, cierpliwą. W przeciwnym razie ta relacja będzie miała charakter handlu wymiennego. Podczas tego strapienia możemy zobaczyć, jak się zachowujemy kiedy w życiu duchowym nie dostajemy cukierków: czy jesteśmy wierni? Czy dalej trwamy w cierpliwości? Czy może bez duchowych słodyczy nie jesteśmy w stanie wytrwać przy Bogu?

  1. Bóg chce nam dać uświadomienie sobie, że wszystko jest darem i łaską” – strapienie może być też działaniem Boga mającym na celu nasze upokorzenie, w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu

Korzyść – nauka pokory. Poprzez ten rodzaj Bożego działania faktycznie możemy doświadczyć, że w życiu duchowym wszystko zaczyna się i kończy na łasce Boże. Nasze wysiłki są ważne, potrzebne, ale one same w sobie nie wystarczają. Czasami możemy popaść w pychę z powodu naszych duchowych sukcesów. Aby uchronić nas od życia w iluzji Bóg doświadczy nas tego rodzaju strapieniem, aby nas później z niego silną ręką wyprowadzić – to nas uczy prymatu Bożej łaski.

Każdy rodzaj strapienia może nieść ze sobą wewnętrzną korzyść. 

Rozważanie wygłoszone 19.05.2020 r. na Poniedziałek VI Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 16, 5-11.

Korzyści strapienia

 
 
00:00 / 20:12
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pocieszyciel czy posmutniacz?

Pan Bóg z każdym z nas komunikuje się na różne sposoby, ale robi to także w sposób bezpośredni. Takimi wiadomościami, które każdego dnia od Niego otrzymujemy są nasze wewnętrzne poruszenia – różne uczucia i myśli.

Zwróćmy uwagę na początkowe zdanie w dzisiejszej Ewangelii, mówiące o tajemniczym Paraklecie. Jeżeli uczestnicząc dziś we Mszy zamiast tego słowa usłyszałeś „Pocieszyciel” to znaczy, że Twój proboszcz nie wymienił jeszcze lekcjonarzy i można zorganizować zbiórkę na siepomaga.pl na najnowsze wydanie. A tak na poważnie, to w najnowszym wydaniu lekcjonarzy mszalnych, faktycznie występuje już słowo „Paraklet”. Nie jestem godzien, aby wypowiadać takie opinie, ale wydaje mi się, że zachowanie oryginalnego greckiego słówka w tym momencie było bardzo trafne. „Paraklet” owszem oznacza pocieszyciela, ale także obrońcę czy adwokata. To pierwsze tłumaczenie może nam nieco zawęzić perspektywę do tego stopnia, że będziemy przekonani o dość jednostronnym działaniu Ducha Bożego. Natomiast „obrońca” to ktoś kto zarówno pocieszy, jak i może pobudzi do smutku, aby obronić przed negatywnymi konsekwencjami jakiegoś wyboru. Zobaczmy więc, czy Pan Bóg jednie nas wewnętrznie pociesza, czy może też wlewać smutek. Przyjrzymy się temu na bardzo podstawowym poziomie.

Kiedy Pan Bóg jest pocieszycielem?

  1. Kiedy zbliżamy się do Niego i doświadczamy zniechęcenia – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od dobrego ku lepszemu, czyli duchowo idzie we właściwym kierunku, w stronę Boga, a na tej drodze doświadczając różnych przeszkód, oschłości, oczyszczenia – jednocześnie się zniechęca – wtedy Pan Bóg będzie wlewał swoją pociechę. Robi to, aby nie ustać w podążaniu do Niego.
  2. Kiedy mamy skruszone serce – gdy nawalimy, upadniemy, zgrzeszymy, podejmiemy złą decyzję, a jednocześnie widzimy tego zgubne konsekwencje – to prowadzi do wewnętrznej skruchy. Biblia mówi, że Pan Bóg sercem skruszonym nie pogardzi. Czasami jako spowiednik spotykałem ludzi nawet nie tyle ze skruszonym sercem, ale wręcz zmiażdżonym albo startym na proch. W takim sercu Pan Bóg chce rozlać ocean pociechy – w przeciwnym wypadku mogłoby to doprowadzić do rozpaczy, jeszcze większego zniechęcenia. W skruszone serce Bóg zawsze wlewa pociechę.
  3. Kiedy okoliczności zewnętrzne niezależne od nas są przytłaczające – to może być śmierć kogoś bliskiego, choroba, kataklizm. Obecna sytuacja, w jakiej się znajdujemy jest także przestrzenią, w której Pan Bóg chce wlewać w nasze serca pociechę – wypływającą z wiary w Jego mądrość, miłość i opatrzność.

A kiedy Pan Bóg jest „posmutniaczem”?

  1. Kiedy oddalamy się od niego – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od złego do gorszego, czyli duchowo oddal się od Boga, od swojego ostatecznego celu – wtedy Bóg wlewa w serce smutek, który jest niczym czerwona dioda symbolizująca stan zagrożenia. Ten smutek ma nas skłonić do trzeźwego ocenienia duchowej kondycji, spełnia rolę otrzeźwiającą nas, abyśmy mogli zawrócić z drogi wiodącej do zguby.
  2. Kiedy obiektywnie zgrzeszyliśmy, podjęliśmy złą decyzję, ale przy tym wcale tak nie uważamy – Bóg chcąc doprowadzić nasze serca do skruchy najpierw wlewa w nie smutek, który św. Paweł określa jako „zbawienny smutek”. Czasami możemy być tak święcie przekonani, co do swoich właściwych decyzji, że nie dostrzegamy ich faktycznych negatywnych skutków. Wtedy Pan Bóg posługuje się smutkiem, aby nasze serca do skruchy.

Te wskazówki to znowu swego rodzaju elementarz działania Bożego, który oczywiście nie wyczerpuje wszystkich okoliczności, w których Duch Boży nas pociesza lub wprowadza w smutek. Istotne jest, żeby uczyć się świadomego rozeznawania wewnętrznych poruszeń.

Rozważanie wygłoszone 17.05.2020 r. na VI Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 15-21.

Pocieszyciel czy posmutniacz?

 
 
00:00 / 19:52
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Prawdziwy kozak

Nie wiem czy dziś słowo „kozak” jest dalej popularne wśród młodych, ale za moich czasów należało do podwórkowego elementarza 😉 Słownik PWN podaje: „kozak – określenie rzeczy, osób, zachowań, które wzbudzają aprobatę”. Zadajmy sobie pytanie co to znaczy być kozakiem w rozumieniu Ewangelii?

Pomoże nam dzisiejszy patron św. Andrzej Bobola, który poniósł śmierć z rąk Kozaków – jednak okazuje się, że prawdziwym kozakiem wcale nie był żaden z jego oprawców tylko on sam. Bobola daje nam trzy wskazówki, co to znaczy być prawdziwym kozakiem w rozumieniu Ewangelii:

  1. Wzywać Imienia Jezus – kiedy był poddawany straszliwym torturom nie złorzeczył, nie przeklinał, ale wzywał Chrystusa. Prawdziwe kozaki w chwilach cierpienia, doświadczenia zranienia czy sytuacji bez wyjścia nie szukają ludzkich rozwiązań. Od razu z wiarą idą ze sprawą na samą górę, bo „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Często kiedy ogarniają mnie trudności wołam na głos albo w sercu: „Panie Jezu, ratuj mnie”. To akt wiary, który otwiera nas na zbawcze działanie Boga.
  2. Odważnie dzielić się wiarą – Andrzej Bobola chodził od domu do domu, od wioski do wioski i głosił Ewangelię twarzą w twarz z wielką odwagą. Dla mnie łatwo jest dzielić się wiarą przez Internet, czy z ambony, ale w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem to jest bardzo wymagające. Kilka razy miałem możliwość wzięcia udziału w ewangelizacji „od drzwi do drzwi” – to jest naprawdę po ludzku krępujące doświadczenie. Ale prawdziwe kozaki mają odwagę się przełamać i dzielić się wiarą także w osobistym spotkaniu z drugim człowiekiem.
  3. Pracować nad sobą – Bobola był człowiekiem bardzo porywczym, upartym, niecierpliwym… ale mocno pracował nad sobą. Prawdziwe kozaki to nie ludzie pozbawieni wad – to ludzie pracujący nad sobą. Warto skupić się szczególnie na jednej swojej wadzie, problemie, grzechu. Bobola pracował nad swoim gniewiem. Ja ostatnio pracuje nad uporządkowaniem korzystania z wszelkiej maści multimediów (min. czytam książkę „Cyfrowy minimalizm” – polecam!).

Można być kozakiem tylko z nazwy albo rzeczywiście zasłużyć na to miano. Andrzej Bobola pokazuje, jak dołączyć do tego elitarnego grona 😉

Rozważanie wygłoszone 16.05.2020 r. na Święto św. Andrzeja Boboli, na podstawie fragmentów jego życiorysu.

Prawdziwy kozak

 
 
00:00 / 14:32
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Sinusoida życia duchowego

Gdybyśmy nasze życie duchowe mieli rozrysować na wykresie – przyjmijmy że dolna linia pozioma oznaczałaby czas, a pionowa linia idąca do góry poczucie bliskości Boga – powstałby nam wykres o kształcie sinusoidy.

Dziś w Ewangelii, która ma miejsce po raz kolejny w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, Chrystus zapowiada swoim uczniom, że niedługo od nich odejdzie, po to, aby znów powrócić. Możemy odczytać czas spędzony z Jezusem w Wieczerniku jako duchową pociechę, natomiast moment między odejściem Jezusa, a Jego powrotem jako czas duchowego strapienia.

Czym jest duchowe strapienie? To stan wewnętrzny, który możemy w sobie rozpoznać po jego charakterystycznych symptomach:

  1. Brak poczucia obecności Boga
  2. Brak wiary, nadziei i miłości
  3. Nuda, obojętność, apatia duchowa
  4. Lęk, zmartwienie, niepokój wewnętrzny

Stan strapienia jest nam bardzo potrzebny, aby wzrastać w relacji z Bogiem, aby Bóg mógł nas wewnętrznie oczyszczać. 

Co możemy zrobić, aby jak najlepiej wykorzystać ten stan?

  1. Nazwij swoje strapienie duchowe – pierwszy i ważny krok to uświadomienie sobie i skonfrontowanie się z faktem doświadczenia wewnętrznego strapienia
  2. Unikaj istotnych zmian i podejmowania ważnych decyzji – ponieważ w tym stanie nasze postrzeganie rzeczywistości jest w pewien sposób zaciemnione przez strapienie
  3. Szukaj wsparcia – opowiedz o swoim strapieniu komuś bardzo zaufanemu, przyjacielowi, czy osobie duchownej
  4. Stawiaj opór – przeciwstawiaj się małymi krokami, np. Wydłuż o minutę modlitwę
  5. Bądź łagodny wobec siebie – jak się jest w dołku, to nie ma co go pogłębiać

Czym w takim razie jest pocieszenie? To stan bardzo podobny do strapienia, tylko całkowicie odwrotny:

  1. Poczucie bliskości Boga
  2. Silna wiara, nadzieja, miłość
  3. Wielkie duchowe pragnienia
  4. Pokój serca

Co możemy zrobić, żeby ten czas jak najlepiej przeżyć?

  1. Miej świadomość, że kiedyś przyjdzie strapienie – pozwala na realistyczne stąpanie po rzeczywistości
  2. Zajmij się swoimi słabościami – to dobry czas, aby nieco „pogrzebać” przy swoich, wadach, błędach i słabościach
  3. Szukaj Boga w minionych strapieniach – zobacz, jak Bóg przez poprzednie strapienia prowadził Cię.

Oba te stany są nieodłącznym towarzyszem życia duchowego i każdy z nich pełni bardzo ważną rolę. Od nas zależy w jaki sposób je wykorzystamy, aby wzrastać.

Korzystałem z książki Marka Thibodeaux SJ „Dobre i złe duchy w naszym życiu” – serdecznie polecam.

Rozważanie wygłoszone 12.05.2020 r. na Wtorek V Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 27-31a.

Sinusoida życia duchowego

 
 
00:00 / 16:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niewstrząśnięte zmieszane

Niezależnie od tego, czy jesteś fanem przygód Agenta 007, pewnie i tak kojarzysz jaki był jego ulubiony drink. A bardziej chodzi mi o to, w jaki sposób musiał być przygotowany – Bond pił zawsze martini wstrząśnięte nie zmieszane.

Pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii w przekładzie księży paulistów brzmi: „Nie pozwólcie, aby wasze serca były wstrząśnięte”. Chrystus przestrzega nas przed tym, abyśmy nie dopuścili do takiego stanu serca, jakie można nazwać „wstrząśniętym”.

Co to znaczy wstrząśnięte serce? Spróbuję posłużyć się przykładem. Kiedy jakiś czas temu koronawirus zaczął się panoszyć w naszym kraju, na początku śledziłem wszelkie doniesienia medialne. Regularnie oglądałem różnego rodzaju programy informacyjne, doniesienia ekspertów, nagrania na żywo sprzed szpitali. I zauważyłem, że słuchając tego zacząłem najzwyczajniej w świecie się bać. Nie do końca wiem czego – bo zachowywałem wszelkie normy bezpieczeństwa zalecane przez władze. W sercu wylęgał się wielki niepokój, bezprzedmiotowy lęk i obawa, tak naprawdę nie wiadomo przed czym. Myślę, że to jest dobry przykład „wstrząśniętego serca” – czyli serca przepełnionego bezpodstawnymi obawami, lękiem, niepokojem. Gdy zorientowałem się co się ze mną dzieje, po prostu wyłączyłem TV i do dziś go nie włączam. Tak w swoim życiu odczytałem zaproszenie, aby nie pozwolić, żeby moje serce było wstrząśnięte. Możesz zobaczyć na różne sytuacje i okoliczności ze swojego życia i rozeznać czy jest coś takiego, co niepotrzebnie wstrząsa Twoim sercem.

W takim razie skoro nasze serce nie ma być wstrząśnięte, to jakie? Czytając łukaszową Ewangelię natrafimy na scenę Zwiastowania Maryi, w której Maryja słuchając Archanioła Gabriela „zmieszała się na te słowa”. Serce Maryi było zmieszane – to serce, które z jednej strony wierzy w bezgraniczną Bożą dobroć i opiekę, a z drugiej używa rozumu, potrafi zadawać trafne pytania i szukać na nie odpowiedzi. 

Odwołując się do przykładu z drinkiem Jamesa Bonda – serce, które Bóg chce w nas kształtować przez swoje Słowo, to serce nieco odwrotne – niewstrząśnięte zmieszane. Niewstrząśnięte niepotrzebnymi obawami, a zmieszane przez postawę mądrego stawiania pytań i szukania odpowiedzi.

Rozważanie wygłoszone 10.05.2020 r. na V Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 1-12.

Niewstrząśnięte zmieszane

 
 
00:00 / 14:07
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Owca czy baran?

Po czym możemy poznać, że komuś na mnie zależy? Albo w drugą stronę – po czym mogę poznać, że mi na kimś zależy?
Dziś w Ewangelii po raz kolejny czytamy o dobrym pasterzu i najemniku. Najemnik ma gdzieś owce, liczy się tylko jego własny interes. Dobry pasterz przeciwnie – chcąc doprowadzić wszystkie swoje owce do celu, czasami będzie je korygował, napominał, tak aby żadna z nich nie zboczyła z drogi. A robi to, bo mu zależy. Podobny element widzimy w życiu św. Stanisława – został męczennikiem, bo miał odwagę napomnieć króla. Zrobił to, bo mu zależało.


Mamy odpowiedź na początkowe pytanie – jednym z istotnych sygnałów tego, że komuś na kimś zależy, jest umiejętność napominania. Jeżeli kogoś kocham i zależy mi na nim, to jest jasne, że widząc jego błąd, czy podążanie złą drogą – napomnę go. To działa także w drugą stronę – ktoś, kto mnie kocha, może to samo zobaczyć u mnie. Warto w takim razie rozpatrzyć dwie sytuacje:

  1. Czy potrafię napomnieć kogoś bliskiego mojemu sercu? Czy mam taką odwagę? Z doświadczenia wiem, jak bardzo to jest trudne. Umiejętność napominania jest szczególnie ważna na takich płaszczyznach jak: mistrz-uczeń, ojciec-syn, przełożony-podwładny. Poprzez napomnienie, możemy przysłużyć się do czyjegoś rozwoju. Upomnienie kogoś jest praktycznym komunikatem: „zależy mi na Tobie”.
  2. Co się dzieje kiedy ktoś mnie upomina? Co wtedy czuję, co myślę, jakie działania podejmuje? Bardzo trudno jest przyjmować czyjeś napomnienia. Może być też tak, że kiedy ktoś mnie napomni, od razu się wycofuje z tej relacji i obrażam. Jednak podejmując takie zachowanie, nie jestem już jak owca, ale raczej jak baran. Staje się wtedy baranem, który nie ma szans, ani na rozwój, ani na głębokie relacje – bo tam gdzie relacja jest głęboka, tam będzie miało miejsce napominanie.

Napominanie to trudna umiejętność, która czasem niesie bolesne konsekwencje. Ale tam gdzie jest miłość, tam gdzie komuś na kimś zależy – tam będzie i upomnienie.

Rozważanie wygłoszone 08.05.2020 r. na Uroczystość św. Stanisława, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 11-16.

Owca czy baran?

 
 
00:00 / 12:21
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niewolnicy Boga

Czy ktoś z Was chciałby być niewolnikiem? Odpowiedź jest oczywista – każdy chce być wolny. Myślę, że już samo słowo niewolnik może w nas budzić opór i niechęć. Zapytałem prowokacyjnie, wiedząc o tym, że nikt tego nie chce. Ale faktem jest, że każdy z nas, czy to się komukolwiek podoba, z perspektywy duchowej już jest niewolnikiem – opinii innych, oczekiwań społecznych, multimediów, pieniędzy, dobrego imienia – można do tej litanii dołożyć jeszcze coś od siebie. W związku z tym od strony duchowej mamy fundamentalny wybór: być niewolnikiem tych wszystkich spraw, albo niewolnikiem Boga. Ale co to znaczy być niewolnikiem Boga?

W ostatnim „Gościu Niedzielnym” czytałem artykuł o Wspólnotach Jerozolimskich w Warszawie. Postawa członków tej wspólnoty jest dla mnie wzorem, co to znaczy być niewolnikiem Boga i jaką ten stan daje wewnętrzną wolność. Mocno mnie poruszyło to, kiedy odpowiedzialny za wspólnotę opowiada, o budynku, który jest klasztorem. W centrum Warszawy, blisko stadionu Legii, budynek wymagał kapitalnego remontu – został zaadaptowany jako piękna, surowa, prosta świątynia połączona z klasztorem. Co w tym niezwykłego? To, że budynek nie należy do wspólnoty. Jest tylko wynajmowany. W każdym momencie osoba wynajmująca obiekt, może zakończyć współpracę. Przełożony mówi o tym fakcie z wielkim pokojem, uznając tę okoliczność jako zaletę – w taki sposób nie mają poczucia że coś zależy od nich, co mogłoby prowadzić do myślenia o sobie w kategoriach siły, kontroli, a w końcu do pychy. To są ludzie wewnętrznie wolni, pełni pokoju i zależni całkowicie od Boga, we wszystkich aspektach życia.

Czytając takie świadectwa mogą rodzić się w nas podobne pragnienia. Oczywiście stawanie się niewolnikiem Boga i droga do wewnętrznej wolności to pewien proces. Ale wszystko zaczyna się od wewnętrznej zgody i wołania głębi serca, aby Bóg uczynił mnie swoim niewolnikiem. Dlaczego warto? Bo niewolnik Boga, to człowiek wewnętrznie wolny.

Rozważanie wygłoszone 07.05.2020 r. na Czwartek IV Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 13, 16-20.

Niewolnicy Boga

 
 
00:00 / 13:48
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Zabierz głos

Czy mialeś / miałaś kiedyś sytuację gdy podczas jakiegoś publicznego spotkania, wykładu, prelekcji, kiedy chciałeś zabrać głos, może o coś dopytać, ale tego nie zrobiłeś? Bo wstyd, bo może to, co mam zamiar powiedzieć jest głupie, bo może ktoś mnie wyśmieje?

Dziś jesteśmy w wieczerniku świadkami dialogu między Jezusem, a Apostołami. Wypowiedź Jezusa coś porusza we wnętrzu Filipa, który postanowił to wypowiedzieć na głos. Dopytał. Może spotkały go lekko wyśmiewające spojrzenia pozostałych uczniów? W odpowiedzi Jezusa też zawarty jest jakby lekki wyrzut w stylu: „no chłopie już tyle lat jesteśmy razem, a ty jeszcze tego nie wiesz?”. Dalej Chrystus wypowiada bardzo ważne i głębokie słowa: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca.”. 

Gdyby Filip nie zadał tego pytania, ani on, ani inni apostołowie, ani my dziś (!), nie usłyszelibyśmy tej wypowiedzi Jezusa.

Ta scena zaprasza nas do tego, żeby następnym razem kiedy nastąpi podobna sytuacja w naszym życiu, jednak się przełamać. Zapytać, wypowiedzieć swoje zdanie. Warto to uczynić w kontekście walki o własną wolność wewnętrzna, tak aby zewnętrzne opinie, spojrzenia innych nie determinowały moich zachowań. Ale warto to także uczynić dla potencjalnej odpowiedzi, która może być ważna nie tylko dla mnie, ale innych słuchaczy, a nawet kogoś, kto za ileś lat jej będzie słuchał!

Jedno pytanie Filipa tak wiele zmieniło. Twoje pytanie też może mieć podobny wpływ.

Rozważanie wygłoszone 06.05.2020 r. na Święto Apostołów Filipa i Jakuba, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 6-14.

Zabierz głos

 
 
00:00 / 13:12
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Duchowe gotowce

Mamy w sobie pewną tendencję do poszukiwania uproszczonych odpowiedzi w życiu duchowym. Zdarza nam się zadawać pytania, na które raczej chcielibyśmy, aby były możliwe tylko dwie odpowiedzi: tak albo nie.


Jezus dziś w Ewangelii przechadza się po świątyni Jerozolimskiej. To obraz tego, że każdy może do niego podjeść, porozmawiać, wejść w relację. Przechadzającego się Jezusa otaczają Żydzi, niejako biorąc Go na spytki. Pytają o to, czy jest Mesjaszem. Chcieliby dostać gotową odpowiedź: jeśli tak, to możemy go oskarżyć i dopiąć swego. Jeżeli nie, to kamień z serca spada, mamy problem z głowy. Jezus jednak nie daje im gotowca. Jego odpowiedz wymaga zastanowienia, uważności, szukania, dopytywania, rozeznawania. Niejako przenosi ciężar odpowiedzialności poszukania właściwej odpowiedzi na zadających pytanie.


Czasami spotykam się z sytuacją, kiedy jakaś osoba wyjaśnia mi pewną okoliczność i zadaje pytanie: „czy to jest grzech ciężki?”. Dobrze, że stawiamy sobie takie pytania. Jednak często pod tym jest ukryta chęć otrzymania gotowej odpowiedzi: tak albo nie. Mam wrażenie, że wielu chrześcijan chciałoby, żeby skatalogować wszystkie możliwe sytuacje w ogromnej księdze, tak aby każdy mógł sobie odnaleźć interesujący go przypadek. Chcielibyśmy rzeczywistość grzechu niejako zmierzyć linijką, naukowo to się chyba nazywa zoperacjonalizować. Najlepiej żeby był jakiś wzorzec grzechu, tak jak w muzeum w Londynie można znaleźć wzorcowy odważnik 1 kg – mógłby tam zostać wstawiony wzorcowy eksponat grzechu ciężkiego, tak aby każdy mógł go obejrzeć i sobie porównać.
Kiedy ktoś zadaje takie pytanie, tak naprawdę ja nie mogę na nie udzielić pełnej odpowiedzi. Musiałbym mieć jakiś rentgen serca, czy duszy penitenta. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „aby grzech był śmiertelny, są wymagane jednocześnie trzy warunki: grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą”. Czyli mamy 3 elementy składające się na rzeczywistość grzechu ciężkiego:

  1. Materia poważna
  2. Pełna świadomość
  3. Całkowita zgoda


W przypadku pierwszego elementu moim obowiązkiem jest wskazać, że dany czyn należy do materii poważnej – Katechizm mówi, że materię poważną stanowi Dekalog. W odniesieniu do dwóch ostatnich elementów, mogę jedynie i aż pomóc pytającej mnie osobie w rozeznaniu – tak, aby każdy w sumieniu sam rozeznał, czy miał całkowitą świadomość i wewnętrzna zgodę odnośnie danego czynu. Kapłan ma pomóc osobie rozeznać w swoim sumieniu czy to, o co pyta, faktycznie było grzechem ciężkim, oczywiście wskazując na obiektywne normy moralne, ale jednocześnie pomagając rozeznać kolejne dwa elementy.


Myślę, że ten przykład dobrze obrazuje chęć otrzymywania gotowych odpowiedzi w życiu duchowym. Zgodnie z tym co mówi Ewangelia, warto z takimi dylematami przychodzić do „wędrującego Jezusa” – przyłączyć się do Niego na modlitwie, pytać, z Nim rozeznawać. Warto potem także podzielić się owocami takiego rozeznania z kimś kompetentnym, kto pomoże nam to nieco zobiektywizować.

Rozważanie wygłoszone 05.05.2020 r. na Wtorek IV Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 22-30.

Duchowe gotowce

 
 
00:00 / 15:27
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Higiena duchowa

Pandemia przyniesie z pewnością wiele skutków natury ekonomicznej, społecznej, politycznej, ale jako że się na tym nie znam, nie o tym będziemy mówić. Patrzę przez pryzmat swojego doświadczenia, ale jestem skłonny zaryzykować tezę, że pandemia przyniesie wzrost uzależnień i przywiązań związanych z multimediami, portalami społecznościowymi i ogólnie rzecz biorąc Internetem. Sam zaobserwowałem u siebie, że wchodząc do pokoju, jakoś z automatu moje ręce same otwierają klapę od laptopa. A palce na komórce same wybierają Facebooka. 

W Ewangelii dalej rozważamy Chrystusa Dobrego Pasterza, który mówi do swoich owiec, owce idą za Nim, bo słyszą i dobrze znają Jego głos.

Jest w Internecie taki dość infantylnie wykonany mem, przedstawiający owieczkę na leżaku, ze słuchawkami na uszach i tabletem w dłoni. W tle stoi Chrystus, który do niej nawołuje, jednak biedna owieczka Go nie słyszy. 

Znowu to nie jest jakieś spektakularne odkrycie, bardziej zachęta do tego, żeby mnie i Ciebie zmotywować do większej higieny duchowej. Nie jest tajemnicą, że aby prowadzić głębsze życie duchowe, aby uczyć się słuchać głosu Dobrego Pasterza, aby być w stanie przeprowadzić kontemplację jakiejś ewangelicznej sceny, konieczna jest do tego odpowiednia higiena umysłu i ducha. Jeżeli nie panujemy nad bodźcami, które do nas docierają za pośrednictwem multimediów, najzwyczajniej w świecie nie będziemy w stanie się skupić na modlitwie.

Warto w tym kontekście zastanowić się, co mogę zrobić, żeby rozważnie korzystać z dobrodziejstw technicznych XXI wieku. Nie jestem w tej kwestii żadnym autorytetem, sam mam z tym duże problemy, co potem odczuwam na modlitwie. Niektórzy z moich kolegów stosują dobrą praktykę wyłączania wszystkich urządzeń w tryb samoloty, kiedy wybija godzina Apelu Jasnogórskiego. To świetna praktyka, która stwarza przestrzeń do twórczej samotności, ciszy, lektury, posłuchania siebie i Boga. Znam też człowieka, który jak wraca z pracy całkowicie wyłącza telefon i rzuca go w kąt – ma to swoje plusy i minusy, ale na pewno przyczynia się do dużej wolności wewnętrznej.

Rozważanie wygłoszone 04.05.2020 r. na Poniedziałek IV Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 11-18.

Higiena duchowa

 
 
00:00 / 13:34
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Po imieniu

Kiedyś w jednej z książek wyczytałem historię o amerykańskim profesorze, który na pierwszych zajęciach ze swoimi nowymi studentami robił sobie z nimi zdjęcie. Potem każdego z nich oznaczał imieniem i nazwiskiem, aby następnie w domu spędzić nad zdjęciami nieco czasu i nauczyć się imion i nazwisk swoich studentów. Dzięki temu każdego z nich znał po imieniu i w taki sposób mógł się do każdego zwracać na zajęciach.
Tę historię czytałem jeszcze jako kleryk i zainspirowała mnie mocno do tego, aby zrobić to samo. Wiedziałem, że kiedyś będę katechetą szkolnym i nie chciałem wołać do uczniów „ej kolego” albo „koleżanko z ostatniej ławki”. Od pierwszych zajęć w szkole sprawdzałem obecność z listą i próbowałem połączyć z imionami i nazwiskami jakieś cechy charakterystyczne moich uczniów, aby ich zapamiętać. Potem w domu brałem listy i starałem się zakodować je w pamięci. Dzięki temu po 2 tygodniach katechezy znalem wszystkich swoich uczniów z imienia i nazwiska. Wiem, że to było dla nich bardzo cenne – ksiądz każdego z nich znał po imieniu.
Bóg nie potrzebuje naszych fotek, żeby sobie każdego pokojarzyć. Bóg zna po mnie i Ciebie po imieniu. To jest bardzo poruszająca prawda – Bóg zna mnie po imieniu, ja nie jestem dla niego jakiś obcy, anonimowy. Szczególnie kiedy myślę o sobie, jaki jestem naprawdę – Bóg to przecież wie. On zna każdą moją myśl, wszystkie moje uczucia, cele, marzenia, plany, motywacje. On to wszystko wie, zna całą moją historię życia, wszystkie upadki, grzechy, zniewolenia. I to jest ciekawe, że mimo tego wszystkiego, On dalej chce się ze mną przyjaźnić. To jest coś niesamowitego – myślę, co by było gdyby ktoś poznał całą prawdę o mnie? Gdyby ktoś wiedział o mnie wszystko, czy dalej chciałby być ze mną w relacji? A Bóg wie o mnie wszystko i to nie powoduje chęci wycofania się z tej relacji. Wręcz przeciwnie, dzisiejsza uroczystość Dobrego Pasterza pokazuje, że ta wiedza powoduje, że On jeszcze bardziej chce się do mnie zbliżyć, spotkać dokładnie w tym miejscu, które ja chciałbym może przed całym światem ukryć.
Ale przykład uczenia się na pamięć i kojarzenia swoich uczniów przez profesora możemy też odnieść do naszego życia duchowego. Tym jest właśnie kontemplacja – rozważamy Chrystusa w różnych scenach, okolicznościach, wydarzeniach, po to, aby umieć Go rozpoznać w naszym życiu i w naszej codzienności. Podobnie jak profesor, niejako kontemplował swoich uczniów, aby potem ich rozpoznać na sali wykładowej i znać ich po imieniu, podobnie i my rozważamy i wpatrujemy się w Chrystusa na modlitwie, po to aby potem rozpoznać Go bardzo konkretnie w rzeczywistości mojej codzienności.

Rozważanie wygłoszone 03.05.2020 r. na IV Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 1-10.

Po imieniu

 
 
00:00 / 12:26
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Stań pod krzyżem

Benedykt XVI będąc kiedyś w naszym kraju powiedział bardzo ważne dla mnie słowa o tym, że nie wymaga się od księdza tego, żeby znał się na ekonomii, polityce, czy budownictwie. Od księdza oczekuje się tego, że będzie ekspertem w sprawach życia duchowego, od spotkania człowieka z Bogiem. Dokładnie to jest celem moich rozważań – chciałbym każdego z Was podprowadzić do osobistego spotkania z Bogiem. 

Największym sukcesem dla mnie wcale nie jest wysoka pozycja w internetowych statystykach, ale to że kogoś te słowa poprowadzą do praktykowania modlitwy osobistej. Bardzo mi na tym zależy, ponieważ największe cuda w moim życiu duchowym działy się właśnie na modlitwie. Dlatego tak bardzo zachęcam do codziennej modlitwy myślnej, medytacyjnej, rozważania – nie istotne jak ją nazwiemy – istotny jest poświęcony czas, wewnętrzna cisza, oraz otwarte serce na spotkanie z Bogiem.

Dziś mamy bardzo ciekawą sytuację, ponieważ kalendarz wskazuje 2 maja, a w liturgii obchodzimy uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski – przewidzianą na 3 maja. Ta „zamiana” bardzo ładnie pokazują pewną istotną rzeczywistość związaną z duchowością maryjną – Maryja zawsze jest niejako „obok”, „w tle”. Nigdy sobą nie przesłania swojego syna Jezusa Chrystusa. Ponieważ juro świętujemy IV niedzielę wielkanocną, Maryja ustąpiła miejsca swojemu Synowi – to jest w Jej stylu.

Spójrzmy do fragmentu Ewangelii, gdzie bierzemy udział w scenie spod Krzyża. Zwróćmy uwagę na Maryję stojącą pod krzyżem oraz Jezusa, który ją ujrzał i do Niej mówi.

Spróbuj dziś tak samo jak Maryja „stanąć pod krzyżem”. Proponuję nawet zrobić to fizycznie – stanąć pod jakimś krzyżem może przydrożnym, może przy kościele, a może na ścianie w pokoju. Weź udział w tej scenie. Przyglądaj się Jezusowi – zobacz jak on patrzy na Ciebie. Co widzisz w tym wzroku? Czy to jest wzrok rozczarowania, zniechęcenia, potępienia? A może wzrok pełen miłosierdzia, cierpliwość? Spróbuj też posłuchać, co mówi Jezus z krzyża do Ciebie. Jakie to są słowa? Pełne wyrzutu, pretensji? A może zachęty, przebaczenia? Zachęcam do uważności na modlitwie, ponieważ to czego doświadczymy, może nam powiedzieć wiele nie tyle o samym Chrystusie, co o naszym obrazie Jego osoby. Warto to później skonfrontować z tym, co mówi o Jezusie Chrystusie Ewangelia. 

Jeżeli na modlitwie pod krzyżem nic nie doświadczysz, nie poczujesz, nie przyjdą żadne myśli – to też dobrze. Maryja uczy nas trwania pod krzyżem, mimo doświadczenia pustki. Taka praktyka rodzi wierność pomimo wszystko.

Rozważanie wygłoszone 01.05.2020 r. na uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 19, 25-27.

Stań pod krzyżem

 
 
00:00 / 14:08
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pragnienie Boga

Każdy człowiek, niezależnie od tego kim jest, gdzie żyje, czy jest wierzący, poszukujący, albo nawet nieuznający istnienia Boga nosi w swoim sercu głęboko wpisane pragnienie Boga. Kościół pięknie nazywa ten stan łacińskim określeniem capax dei – czyli „człowiek zdolny przyjąć Boga”. Bóg w każdego wpisuje pragnienie siebie, bo każdego chce przyciągnąć do siebie i stworzyć relację.

Słyszeliśmy pewnie o 5 drogach św. Tomasza do poznania Boga. Pozwólcie, że ośmielę się zaproponować 5 dróg do odkrycia w sobie pragnienia i tęsknoty za Bogiem:

  1. Moment tęsknoty – mój przyjaciel opowiadając kiedyś mi o swoim spełnionym życiu: żonie, dobrej pracy, relacjach, powiedział: „wiesz co Krzysiek, ale to jeszcze nie to!” To jest właśnie ten moment tęsknoty za Bogiem, który można w sobie odkryć szczególnie wtedy, kiedy po ludzku wszystko mamy, jesteśmy naprawdę spełnieni. Wszystko mamy, a jednak coś w sercu podpowiada, że to jeszcze nie wszystko. Św. Augustyn genialnie określa ten stan: „niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”.
  2. Poszukiwanie sensu – Viktor Frankl, wiedeński psychiatra, napisał poruszającą książkę Człowiek w poszukiwaniu sensu (polecam każdemu jej lekturę). Opisuje w niej swoje przeżycia i obserwacje podczas pobytu w piekle obozu koncentracyjnego. Zauważył, że więźniowie, którzy nosili w sobie sile poczucie sensu życia – mieli do kogo wrócić, dla kogo żyć – byli w stanie przeżyć to okrutne doświadczenie. To odkrycie doprowadziło go do stworzenia założeń logoterapii – od logos, czyli „sens”. To samo słowo „logos” oznacza w Biblii Chrystusa (por. J 1, 1-18). Każdy człowiek ma w sobie naturalne pragnienie poszukiwania sensu, a Biblia podpowiada, że ostatecznym logosem (sesnem) człowieka jest Jezus Chrystus.
  3. Moment światła – chodzi mi o pewne doświadczenie, które jest bardzo rzadkie i dość trudne do opisania. Kiedy w jakichś okolicznościach czy sytuacji we wnętrzu ma się takie poczucie ogromnego światła, nawet wręcz fizycznego ciepła rozlewającego się po całym ciele. Po tym doświadczeniu przeżywa się ogromny pokój serca, utrzymujący się przez pewien czas, nawet kilka dni. Trudno to opisać, za to łatwo to zbagatelizować, stwierdzić, że „to tylko emocje”.
  4. Zachwyt nad pięknem – kiedy jesteś na jednym z tatrzańskich szczytów, a przed Tobą rozpościera się widok zapierający dech w piersiach. Czujesz, że rzeczywistość, na którą patrzysz całkowicie Cię przerasta, a jednocześnie fascynuje. Zachwyt nad piękne, którego można doświadczyć w różnych okolicznościach, kontemplując przyrodę, dzieła sztuki czy piękno człowieka ostatecznie odsyła do Boga, źródła wszelkiego piękna.
  5. Powołanie – kiedy spełniam moje obowiązki kapłańskie, szczególnie kiedy głoszę słowo Boże, prowadzę rekolekcje, mam takie wewnętrzne przeświadczenie: „jestem dokładnie tu gdzie powinienem być”. To doświadczenie dostępne każdemu, kto w swoim życiu odkryje i będzie realizował swoją wyjątkową misję, zadanie. To wewnętrzne poczucie, że w życiu robię dokładnie to co kocham znowu odsyła nas do Boga, bo to On wpisuje w ludzkie serce konkretną życiową misję, pasję czy powołanie. 

Zobacz dziś na swoje życie, różne wydarzenia z przeszłości i spróbuj wyśledzić momenty, kiedy Bóg upominał się o siebie, chcąc Cię do siebie przyciągnąć. Podziękuj Mu za to jak konkretnie działa w Twoim życiu.

Módl się o wielkie pragnienie Boga, bo pragnienie powoduje wybór. Jeżeli zapragniesz Boga, wybierzesz Go.

A jeżeli nie odkrywasz w sobie żadnego pragnienia Boga, to przynajmniej zapragnij pragnąć.

Rozważanie wygłoszone 30.04.2020 r. na czwartek III Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 6, 44-51.

Pragnienie Boga

 
 
00:00 / 20:27
 
1X