Kategorie
Słowo na co dzień

Samorozwój

Samorozwój to słowo, które czasem wśród chrześcijan budzi skrajne emocje. Ale jak mawia jeden z moich wykładowców „nie ma się czym podniecać” i warto na spokojnie, w świetle słowa Bożego, zmierzyć się z tym tematem.

W dzisiejszym podcaście usłyszysz o tym czy samorozwój to samo zło, dlaczego biegając możesz poprawić swoją relację z Bogiem oraz czego nadmiar trzeba usunąć, żeby nasze życie przynosiło obfite owoce.

Zapraszam do słuchania!

Rozważanie wygłoszone 02.05.2021 r. w V Niedzielę Wielkanocną Wielkanocnego, na podstawie J 15, 1-8.

Samorozwój

 
 
00:00 / 24:39
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niebezpieczna litania

Czy odmawianie jednej z bardzo popularnych litanii może być dla nas niebezpieczne?

Zanim przejdziemy do tego pytania, najpierw wyobraź sobie sytuację ze swojego życia, gdzie podczas spotkania z jakąś osobą czułeś ogromną dysproporcję, nierówność między Wami. To może być rozmowa ze swoim przełożonym, wizyta w urzędzie. Mi przypominają się odwiedziny pewnego dziekanatu UWr, podczas moich pierwszych studiów po maturze, gdzie na wejściu trzeba było przepraszać pracujące tam Panie, za to że ośmiela się zakłócić ich ciężką pracę 😉 Teraz zobaczmy, że w przypadku spotkania z Bogiem jest podobnie, tylko że całkowicie odwrotnie.

Jezus mówi o sobie, że jest „cichy i pokornego serca”, a w oryginalnym tekście czytamy „łagodny i uniżonego serca”. Serce Boga jest uniżone. To dlatego w spotkaniu z Nim jest odwrotnie – ponieważ dysproporcja między nami, a Bogiem jest w całkowicie drugą stronę, niż we wspomnianych sytuacjach. To Bóg jest uniżony względem człowieka i to jest powód dlaczego nie następuje moje i Twoje spotkanie z Nim. Bo tylko serce skruszone, uniżone jest niejako na tym samym poziomie co serce Boga. To znaczy, że Boga spotkam tylko wtedy, gdy moje serce uniży się do Jego poziomu.

A o co chodzi z tą litanią? Zwróćmy uwagę, że w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa na końcu ma miejsce ważny dialog. Prowadzący litanię zaczyna wezwanie: „Jezu cichy i pokornego serca” – na które odpowiadamy: „Uczyń serca nasze według serca Twego”. Czyli o co się modlimy? O to żeby Bóg skruszył, uniżył i upokorzył nasze serca, aby mogły zniżyć się do poziomu nieprawdopodobnie uniżonego serca Jezusa. To prośba o to, aby Bóg na wiadome swoje sposoby oczyszczał mnie, upokarzał, uniżał, a wszystko po to, żebym potrafił kochać tak jak On. Dlaczego to może być niebezpieczne? Sformułowanie oczywiście odrobinę prowokacyjne, ale przecież mamy świadomość, że proces oczyszczenia serca do przyjemnych nie należy. Warto mieć świadomość, o co tak naprawdę prosimy Boga przez tę modlitwę. I warto mieć świadomość, że On to wołanie słyszy i bierze na poważnie 😉

Rozważanie wygłoszone 19.06.2020 r. na Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, na podstawie Mt 11, 25-30.

Niebezpieczna litania

 
 
00:00 / 17:15
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Nieuporządkowane motywacje

Kiedy dziecko uczy się jeździć na rowerze, początkowo ma dokręcone dwa dodatkowe kółka, które stabilizują i ułatwiają jazdę. Nikt się tym nie dziwi – to normalny etap nauki jazdy rowerem. W końcu przyjdzie ten piękny moment, kiedy dumny ze swojego dziecka ojciec, oceniwszy że jego ukochane dziecko poradzi sobie już bez dodatkowych kółeczek, odkręca je. Spróbujmy porównać to do pewnych nieuporządkowanych motywacji, które mogą towarzyszyć naszemu życiu duchowemu. Jezus dziś w Ewangelii konfrontuje spotkany tłum, zwracając uwagę swoim słuchaczom na prawdziwy powód poszukiwania Go. Tłum szuka Jezusa, bo się najadł rozmnożonymi wcześniej chlebami. To ewidentna korzyść, nagroda, która spowodowała chęć powtórzenia tego doświadczenia. W naszym życiu jest podobnie – motywacją modlitwy, spotkania z Bogiem, korzystania z sakramentów może być chęć uzyskania jakiejś korzyści duchowej, wewnętrznej pociechy, szczególnej łaski od Boga, której oczekujemy. Św. Ignacy powiedziałby, że taka motywacja jest nieuporządkowana – to nie znaczy, że jest zła albo do wyrzucenia. Wymaga jedynie uporządkowania. Taka motywacja jest niczym dodatkowe kółka w rowerze – bardzo potrzebna na pewnym etapie, szczególnie na początku. Gdyby nie taka motywacja, to może w ogóle byśmy się nie modlili? Może nikt z nas by nie sięgnął po Słowo Boże? Mało kto skorzystałby z sakramentu pokuty? W naszym przykładzie to ojciec widzi, kiedy dziecko jest gotowe na odkręcenie kółek. Podobnie jest w życiu duchowym – proces oczyszczenia motywacji polega na nieustannym poddawaniu się działaniu Bożemu. To bardzo trudne, bo z jednej strony uczy nas wielkiej cierpliwości i łagodności względem siebie, a z drugiej zgody na to, że Bóg wie lepiej w jaki sposób nas oczyszczać i w jakim tempie to robić. Bóg wie kiedy ma odkręcić z naszego życia duchowego nieuporządkowane, często zewnętrzne, może i nawet egoistyczne motywacje. Dziś warto zadać sobie kilka istotnych odnośnie motywacji różnych praktyk swojego życia duchowego. Nawet jak odkryjesz, że za Jezusem jedziesz jeszcze na rowerku z czterema kółkami, to nie ma się co dziwić – to normalny etap. Ważne, że jedziesz. A Bóg już wie kiedy będziesz gotowy na ściągnięcie kółek.

Rozważanie wygłoszone 27.04.2020 r. na Poniedziałek III Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 16, 22-29.

Nieuporządkowane motywacje

 
 
00:00 / 18:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Boże przynęty

Pewna kobieta przypadkowo znalazła się w kościele, kiedy organizowaliśmy rekolekcje ewangelizacyjne w parafii. Wcale nie miała zamiaru przychodzić na nie, ale z czystej ciekawości została. Przeżyła je w całości, a nawet wstąpiła do wspólnoty, gdzie Pan Bóg potem mocno porządkował jej serce. Pewien zakonnik zwierzył się, że jednym z powodów, dla którego wybrał swoje zgromadzenie był habit – bardzo mu się podobał i uważał, że będzie w nim świetnie wyglądał. Najprawdopodobniej niedługo Kościół wyniesie go na ołtarze. Pewien młody człowiek mający problemy z narkotykami i przestępczością niejako poprzez przebiegłość swojej mamy znalazł się na pielgrzymce do sanktuarium maryjnego. Tam przeżył spowiedź z całego życia, a dziś jeździ po szkołach dając koncerty i głosząc świadectwo swojej przemiany. Co łączy te trzy historie? Oprócz tego, że wielkie działanie Boże, to także bardzo płytka, zewnętrzna, często przypadkowa ludzka motywacja.
Czytamy w Ewangelii dziś, że tłum szedł za Jezusem dlatego, bo widzieli wcześniej cudowne znaki. Co zrobił wobec tego Jezus? Nie zapytał: „Kto z was jest tutaj bo wierzy, że jestem Bogiem ? Ręka do góry! OK, to reszta wyjazd. Dziękuję, dobranoc”. Czytamy, że Jezus wszystkich nasycił rozmnożonym chlebem, dawał im tyle, ile kto chciał, niezależnie od tego kto i z jakiej pobudki do niego przyszedł. Ta scena pokazuje nam, że Bóg na początku bardzo często posługuje się płytką, zewnętrzną, a czasami nawet przypadkową motywacją ludzką, po to żeby przyprowadzić kogoś do siebie. W ten sposób niejako zarzuca przynętę, dzięki której może nastąpić spotkanie z Nim… w przeciwnym razie być może nikt nie byłby nim zainteresowany?
Podobnie jest dziś. Wielu ludzi przychodzi do kościoła, chociażby ze względu na takiego czy innego księdza. Swego czasu tłumy gromadziły się na kazaniach śp. Ks. Pawlukiewicza. Ile z tych osób przychodziło tam dlatego, bo „dobrze się słucha; tak życiowo mówi”? A Pan Bóg posługuje się takimi ludzkimi przynętami, żeby doprowadzić do spotkania i nakarmić sobą. Czasem może nawet posłużyć się tak prozaiczną rzeczą jak to, że jakiś kościół jest ogrzewany i właśnie z tego powodu ktoś tam pójdzie i dokona się coś wielkiego w jego sercu. W przypadku młodych ludzi silną motywacją różnych wyjazdów na rekolekcje czy przynależności do grupy parafialnej jest to, że są tam ładne koleżanki. Dla mnie dodatkowym bodźcem motywującym do wstąpienia do seminarium był istniejący tam zespół muzyczny i chęć grania koncertów… 🙂
Bóg wie co robi. Z zewnątrz to może się wydawać takie płytkie, przyziemne, wręcz przypadkowe… Kiedyś wyczytałem, że Bóg jest w stanie poruszyć cały świat dla jednej osoby. Biblia pokazuje, że Jezus bardzo często, szczególnie na początku tworzenia się więzi z Nim, wykorzystuje różne przyziemne sprawy. Czasami wystarczy Mu tylko w tym nie przeszkadzać…

Rozważanie wygłoszone 21.04.2020 r. na Piątek II Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 6, 1-15.

Boże przynęty

 
 
00:00 / 17:07
 
1X