Kategorie
Walka duchowa

Walka duchowa [#4] Walka o modlitwę

Jakiś czas temu nagrałem 3-odcinkową serię „Walka duchowa”. Dzięki wspólnocie Przyjaciele Oblubieńca modlącej się przy parafii Ducha Świętego w Lublinie, która poprosiła mnie o konferencję na temat „Walka duchowa o modlitwę” pojawiła się możliwość dogrania czwartego odcinka.

W dzisiejszym podcaście usłyszysz o tym dlaczego mówiąc o walce duchowej trzeba mieć umiejętności linoskoczka, jak przegonić złodzieja ze swojego serca oraz czy Chrystus zachęca do aktywności fizycznej.

Jeżeli interesuje Cię dlaczego modlitwa jest strategicznym punktem o który toczą się wielkie duchowe batalie, jakie taktyki stosuje w tej walce przeciwnik oraz w jaki sposób stawiać opór – serdecznie zapraszam do słuchania!

Walka duchowa [#4] Walka o modlitwę

 
 
00:00 / 31:18
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Po imieniu

Kiedyś w jednej z książek wyczytałem historię o amerykańskim profesorze, który na pierwszych zajęciach ze swoimi nowymi studentami robił sobie z nimi zdjęcie. Potem każdego z nich oznaczał imieniem i nazwiskiem, aby następnie w domu spędzić nad zdjęciami nieco czasu i nauczyć się imion i nazwisk swoich studentów. Dzięki temu każdego z nich znał po imieniu i w taki sposób mógł się do każdego zwracać na zajęciach.
Tę historię czytałem jeszcze jako kleryk i zainspirowała mnie mocno do tego, aby zrobić to samo. Wiedziałem, że kiedyś będę katechetą szkolnym i nie chciałem wołać do uczniów „ej kolego” albo „koleżanko z ostatniej ławki”. Od pierwszych zajęć w szkole sprawdzałem obecność z listą i próbowałem połączyć z imionami i nazwiskami jakieś cechy charakterystyczne moich uczniów, aby ich zapamiętać. Potem w domu brałem listy i starałem się zakodować je w pamięci. Dzięki temu po 2 tygodniach katechezy znalem wszystkich swoich uczniów z imienia i nazwiska. Wiem, że to było dla nich bardzo cenne – ksiądz każdego z nich znał po imieniu.
Bóg nie potrzebuje naszych fotek, żeby sobie każdego pokojarzyć. Bóg zna po mnie i Ciebie po imieniu. To jest bardzo poruszająca prawda – Bóg zna mnie po imieniu, ja nie jestem dla niego jakiś obcy, anonimowy. Szczególnie kiedy myślę o sobie, jaki jestem naprawdę – Bóg to przecież wie. On zna każdą moją myśl, wszystkie moje uczucia, cele, marzenia, plany, motywacje. On to wszystko wie, zna całą moją historię życia, wszystkie upadki, grzechy, zniewolenia. I to jest ciekawe, że mimo tego wszystkiego, On dalej chce się ze mną przyjaźnić. To jest coś niesamowitego – myślę, co by było gdyby ktoś poznał całą prawdę o mnie? Gdyby ktoś wiedział o mnie wszystko, czy dalej chciałby być ze mną w relacji? A Bóg wie o mnie wszystko i to nie powoduje chęci wycofania się z tej relacji. Wręcz przeciwnie, dzisiejsza uroczystość Dobrego Pasterza pokazuje, że ta wiedza powoduje, że On jeszcze bardziej chce się do mnie zbliżyć, spotkać dokładnie w tym miejscu, które ja chciałbym może przed całym światem ukryć.
Ale przykład uczenia się na pamięć i kojarzenia swoich uczniów przez profesora możemy też odnieść do naszego życia duchowego. Tym jest właśnie kontemplacja – rozważamy Chrystusa w różnych scenach, okolicznościach, wydarzeniach, po to, aby umieć Go rozpoznać w naszym życiu i w naszej codzienności. Podobnie jak profesor, niejako kontemplował swoich uczniów, aby potem ich rozpoznać na sali wykładowej i znać ich po imieniu, podobnie i my rozważamy i wpatrujemy się w Chrystusa na modlitwie, po to aby potem rozpoznać Go bardzo konkretnie w rzeczywistości mojej codzienności.

Rozważanie wygłoszone 03.05.2020 r. na IV Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 1-10.

Po imieniu

 
 
00:00 / 12:26
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Naświetlanie serca

Na mojej pierwszej parafii od czasu do czasu zdarzało mi się odwiedzać miejsce, gdzie były zamontowane specjalne drążki do podciągania, zdaje się że fachowo to się nazywa „street workout place” 🙂 Pewnego razu miałem okazję trenować z gościem, który ewidentnie nie był tam ani pierwszy ani ostatni raz – miałem wrażenie, że spokojnie mógłby mnie wziąć jedną ręką pod pachę, a drugą się podciągać. Przy treningu wydawał różne dziwne odłogsy i mówił do siebie (to go chyba motywowało). Moją uwagę najbardziej zwróciło to, że zwracał się siebie per „świr paleta”. No więc nasz Świr Paleta po chwili włączył mnie w swój ciekawy monolog dotyczący zdrowego żywienia, a także kluczowej roli promieni słonecznych dla ludzkiej kondycji i dobrego samopoczucia. Zachęcił mnie do tego, żebym więcej i częściej wystawiał swoje ciało na działanie promieni słonecznych. Swój wywód zakończył konkluzją: „słońce to jest k**** Bóg!”. Wolałem z nim nie wchodzić w dyskusje natury teologicznej, ale być może chodziło mu o to, że istnieje podobieństwo między światłem słonecznym a działaniem Boga? 🙂 Bo dokładnie o tym samym czytamy w dzisiejszej Ewangelii. Bóg, aby ukazać nam, na czym polega Jego działanie posługuje się obrazem światła.

Zobaczmy na kilka przykładów działania światła: istnieją rośliny, które rosnąc, zwracają się w kierunku światła; chyba każdy lubi, jak o poranku promienie słońca wpadają do pokoju przez okno; niedawno na studiach dowiedziałem się, że istnieje pewne zjawisko określane jako sezonowe zaburzenia nastroju, a jednym z czynników wpływających na jego występowanie jest właśnie niedobór światła słonecznego.

Bóg jest niczym światło, które ma życiodajne działanie na wiele sfer naszego życia. Choćby to kiedy Bóg oświetla nam spojrzenie na siebie samego. Dzięki Jego światłu możemy popatrzeć na siebie, swój wygląd, cechy charakteru i powiedzieć – jest OK 🙂 Patrzenie na siebie w Bożym świetle, prowadzi nas do pogodnej akceptacji siebie jako arcydzieła, które wyszło z rąk Mistrza. Dalej światło Bożej obecności może oświetlać różne wewnętrzne rany naszego serca. Kiedyś skręciłem kostkę na koszykówce i na zabiegach wygodnie leżałem na łóżku a specjalne lampy naświetlały opuchniętą nogę – po kilku dniach było znacznie lepiej! Podobnie jest z Bogiem – czasami wystarczy pewne wewnętrzne rany wystawić na Jego uzdrawiające światło i czekać, aż On zacznie działać, porządkować i leczyć. Dalej zwracając się ku Bogu, słuchając Go, rozeznając Jego wolę, będziemy wiedzieli w jakim kierunku się rozwijać, niczym słonecznik obracający się do słońca.

Wyjątkowym reflektorem, którym możemy nieustannie naświetlać swoje wnętrze  światłem Bożej obecności jest Słowo Boże. Dlatego tak bardzo zachęcam, żeby rozsmakować się w modlitwie Słowem Bożym, bo w taki sposób wpuszczamy w swoje serce Boże światło, które ma moc oświetlać nasze decyzje, postępowanie, czy plany na przyszłość, a także nasz wewnętrzny nieporządek w myślach i emocjach.

Świr Paleta dobrze radził, żeby jak najczęściej wystawiać swoje ciało na działanie promieni słonecznych. A ja dobrze radzę, żeby jak najczęściej wystawiać swoje wnętrze na działanie Słowa Bożego 🙂

Rozważanie wygłoszone 21.04.2020 r. na Wtorek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 16-21.

Naświetlanie serca

 
 
00:00 / 17:34
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Wartość wątpliwości

„Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą

Przyjacielu ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość

I kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą

Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość”

Jeśli kojarzysz te wersy to z chęcią zbiłbym z Tobą potężną pionę. 😉 A jeśli nie to podpowiem, że pochodzą one z kawałka „Miej wątpliwość”, który w 2007 nagrał Łona – dla mnie człowiek z absolutnej czołówki polskich raperów. Lubię odnajdywać uniwersalne prawa życia w różnych przestrzeniach kultury. Cały wspomniany kawałek jest wielką zachętą do wzbudzania w sobie krytycznego myślenia i twórczych wątpliwości. Osadźmy tę myśl w dzisiejszej Ewangelii, w której czytamy o nocnym spotkaniu Nikodema z Jezusem. Ta wyjątkowa scena i dialog toczony po zapadnięciu zmroku są obrazem człowieka, który szuka prawdy, myśli, zadaje pytania, a czasami nawet podważa pewne oczywistości. Najprawdopodobniej Nikodem częściej odwiedzał Mistrza z Nazaretu, zadawał Mu pytania, słuchał, rozważał. To doprowadziło do powstania między nimi więzi przyjaźni, bardzo głębokiej. Dowodem tego jest fakt, że to właśnie Nikodem zatroszczył się o Chrystusa po Jego śmierci.

Czasami możemy nosić w sobie przekonanie, że wątpliwości, a już szczególnie te dotyczące wiary, są czymś nagannym, niepożądanym i trzeba je za wszelką cenę od siebie odpychać. Jednak Ewangelia pokazuje nam coś innego – ludzie, którzy mieli wątpliwości (jak Nikodem czy „niewierny Tomasz”) właśnie odkryli prawdę. Jest to zgodnie z tym, co mówi pewna łacińska sentencja: „wątpliwości są drogą do prawdy”. To dobry znak, kiedy w naszej wierze pojawiają się wątpliwości. Każda wątpliwość to zaproszenie do zadawania dobrych pytań, poszukiwania na nie odpowiedzi, drążenia, a czasami podważania pewnych oczywistości (ale nie dla samego podważania, tylko dla głębszego odkrycia istoty danej sprawy). Biblia podpowiada nam jeszcze, żeby podzielić się wątpliwościami z Jezusem. Możemy to odczytać jako zachętę do bezpośredniego wypowiadania różnych wątpliwości dotyczących wiary na modlitwie, a także do dzielenia się nimi z zaufanymi osobami, które potowarzyszą nam na drodze w kierunku prawdy. Wszelkie wątpliwości przeżyte w postawie aktywnego poszukiwania odpowiedzi w dobrych źródłach, będą nas prowadziły do niezwykłych odkryć, a może nawet do spotkania osobowej Prawdy?

Rozważanie wygłoszone 20.04.2020 r. na Poniedziałek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 1-9

Wartość wątpliwości

 
 
00:00 / 16:43
 
1X