Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Owoce życia duchowego

Zapraszam na kolejny odcinek specjalny, który stanowi zapis homilii podsumowującej rok formacji wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca przy parafii Wieczerzy Pańskiej w Lublinie.

W dzisiejszym podcaście usłyszysz o tym czy da się zmierzyć owoce Ducha Świętego, czym w duchowości są „pigwy” oraz dlaczego w stanie strapienia nie ma sensu dokonywać żadnych życiowych bilansów.

Pozdrawiam!

Owoce życia duchowego

 
 
00:00 / 18:33
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Uzdrowienie z własnego pomysłu na życie

Co to jest uzdrowienie? Jakie są Boże pomysły na życie i czym się różnią od naszych pomysłów? Jakie są skuteczne lekarstwa w procesie uzdrowienia wewnętrznego?

W dzisiejszym odcinku usłyszysz o tym dlaczego w życiu duchowym nie podaje się gotowych przepisów jak na ciasto, dlaczego chrześcijanie zachwycają się ks. Dolindo ale nie chcą go naśladować oraz czym jest duchowość osła.

Serdecznie zapraszam do słuchania.

Uzdrowienie z własnego pomysłu na życie

 
 
00:00 / 34:34
 
1X
 
Kategorie
Głęboka modlitwa

GŁĘBOKA MODLITWA [#1] Dlaczego warto się modlić?

Thomas Merton mówił, że w życiu duchowym jesteśmy zawsze początkujący. Idąc tą myślą rozpoczynamy nową serię, która wprowadzi nas w praktykę codziennej modlitwy myślnej, medytacyjnej, rozważania słowa Bożego.

Chcemy przyłączyć się do wołania uczniów, którzy widząc modlącego się Chrystusa mówią: „Panie, naucz nas się modlić!”.

Poprzez tę serię chcemy uczyć się modlitwy głębokiej, takiej która będzie przynosiła owoce w naszym życiu. Także modlitwy adekwatnej do naszego rozwoju. Naszym celem jest także rozpalenie w sobie pragnienia modlitwy.

GŁĘBOKA MODLITWA to nagrania dla każdego, kto chce na nowo odkrywać modlitwę osobistą. Także dla tych wszystkich, którzy się modlą, ale nie widzą, żeby obecna praktyka modlitwy cokolwiek zmieniała w ich życiu.

W pierwszym odcinku zastanowimy się, dlaczego warto się modlić? Odniesiemy sobie rzeczywistość modlitwy do trzech relacji: z Bogiem, innymi ludźmi i sobą samym, aby zobaczyć, że głęboka modlitwa odciska swoje pozytywne piętno właśnie w tych sferach.

GŁĘBOKA MODLITWA [#1] Dlaczego warto się modlić?

 
 
00:00 / 31:54
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Trzy taktyki nieprzyjaciela

O trzech sposobach działania nieprzyjaciela i trzech sposobach podejmowania walki duchowej.

Rozważanie wygłoszone 19.07.2020 r. na Niedzielę XVI Niedzielę Zwykłą, na podstawie Mt 13, 24-30.

Trzy taktyki nieprzyjaciela

 
 
00:00 / 22:24
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Kryteria kościelnego charakteru wspólnoty

Zapraszam do odsłuchania konferencji, w której wymieniam kryteria rozeznawania kościelnego charakteru wspólnot.

Nauczanie podsumowujące drugi tydzień formacji według podręcznika „Szkoła relacji we wspólnocie”, wygłoszone podczas spotkania wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca” w parafii pw. Maryi Matki Kościoła w Dzierżoniowie, 12.06.2020 r.

PS. Jakość nagrania jest nieco gorsza z uwagi na inną formę rejestracji dźwięku.

Kryteria kościelnego charakteru wspólnoty

 
 
00:00 / 34:34
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Korzyści strapienia

Spróbujmy przyjrzeć się, jakie korzyści możemy wyprowadzić z doświadczenia duchowego strapienia. Dziś w Ewangelii rozważamy scenę, w której Chrystus przygotowuje uczniów a swoje odejście. Możemy to odczytać jako obraz wprowadzenia ich w stan strapienia. Jednak dalej mówi, że to wszystko co się dzieje, jest dla nich pożyteczne. Zapytajmy się jaki pożytek może płynąć dla nas z duchowych strapień.

Św. Ignacy w punkcie nr 322 książeczki „Ćwiczeń duchownych” podaje trzy przyczyny, z powodu których możemy znaleźć się w stanie strapienia. Idąc tym tropem odnajdziemy korzyść w każdym z nich.

  1. Z powodu naszych win” – strapienie może być konsekwencją naszych własnych działań, decyzji, grzechów. 

Korzyść – poznanie co w życiu duchowym mi służy, a co nie. W Księdze Mądrości Syracha 37, 27 czytamy: „Synu, w życiu doświadczaj siebie samego, patrz, co jest złem dla ciebie, i tego sobie odmów!”. To zachęta do osobistego rozeznawania tego, co jest dla mnie dobre w życiu duchowym. Ignacy opisuje, kiedy podczas swojej rekonwalescencji czytał ówczesne bestsellery o rycerzach i księżniczkach, początkowo dawało mu to pewien rodzaj rozrywki, ale potem odczuwał duży niepokój. Przeciwne odczucie towarzyszyło lekturze żywotów świętych. W naszym życiu jest podobnie: ktoś po obejrzeniu jakiegoś serialu będzie wewnętrznie rozbity, nieskupiony, rozdrażniony – a na kogoś innego ten sam obraz nie będzie miał żadnego wpływu. Przez doświadczenie strapienia z powodu własnej winy, możemy rozpoznać, co w życiu duchowym jest dla mnie szkodliwe.

  1. Bóg chce nas wypróbować” – strapienie może być celowym działaniem Boga, aby nas poddać próbie.

Korzyść- poznanie siebie i swoich motywacji w życiu duchowym. Szczególnie na początku relacji z Bogiem doświadczamy wielu pociech, wewnętrznej radości, pokoju. Pan Bóg stopniowo chce nas od tego odzwyczajać, tak aby nasza relacja z nim była prawdziwą relacją miłości – bezinteresowną, wierną, cierpliwą. W przeciwnym razie ta relacja będzie miała charakter handlu wymiennego. Podczas tego strapienia możemy zobaczyć, jak się zachowujemy kiedy w życiu duchowym nie dostajemy cukierków: czy jesteśmy wierni? Czy dalej trwamy w cierpliwości? Czy może bez duchowych słodyczy nie jesteśmy w stanie wytrwać przy Bogu?

  1. Bóg chce nam dać uświadomienie sobie, że wszystko jest darem i łaską” – strapienie może być też działaniem Boga mającym na celu nasze upokorzenie, w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu

Korzyść – nauka pokory. Poprzez ten rodzaj Bożego działania faktycznie możemy doświadczyć, że w życiu duchowym wszystko zaczyna się i kończy na łasce Boże. Nasze wysiłki są ważne, potrzebne, ale one same w sobie nie wystarczają. Czasami możemy popaść w pychę z powodu naszych duchowych sukcesów. Aby uchronić nas od życia w iluzji Bóg doświadczy nas tego rodzaju strapieniem, aby nas później z niego silną ręką wyprowadzić – to nas uczy prymatu Bożej łaski.

Każdy rodzaj strapienia może nieść ze sobą wewnętrzną korzyść. 

Rozważanie wygłoszone 19.05.2020 r. na Poniedziałek VI Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 16, 5-11.

Korzyści strapienia

 
 
00:00 / 20:12
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pocieszyciel czy posmutniacz?

Pan Bóg z każdym z nas komunikuje się na różne sposoby, ale robi to także w sposób bezpośredni. Takimi wiadomościami, które każdego dnia od Niego otrzymujemy są nasze wewnętrzne poruszenia – różne uczucia i myśli.

Zwróćmy uwagę na początkowe zdanie w dzisiejszej Ewangelii, mówiące o tajemniczym Paraklecie. Jeżeli uczestnicząc dziś we Mszy zamiast tego słowa usłyszałeś „Pocieszyciel” to znaczy, że Twój proboszcz nie wymienił jeszcze lekcjonarzy i można zorganizować zbiórkę na siepomaga.pl na najnowsze wydanie. A tak na poważnie, to w najnowszym wydaniu lekcjonarzy mszalnych, faktycznie występuje już słowo „Paraklet”. Nie jestem godzien, aby wypowiadać takie opinie, ale wydaje mi się, że zachowanie oryginalnego greckiego słówka w tym momencie było bardzo trafne. „Paraklet” owszem oznacza pocieszyciela, ale także obrońcę czy adwokata. To pierwsze tłumaczenie może nam nieco zawęzić perspektywę do tego stopnia, że będziemy przekonani o dość jednostronnym działaniu Ducha Bożego. Natomiast „obrońca” to ktoś kto zarówno pocieszy, jak i może pobudzi do smutku, aby obronić przed negatywnymi konsekwencjami jakiegoś wyboru. Zobaczmy więc, czy Pan Bóg jednie nas wewnętrznie pociesza, czy może też wlewać smutek. Przyjrzymy się temu na bardzo podstawowym poziomie.

Kiedy Pan Bóg jest pocieszycielem?

  1. Kiedy zbliżamy się do Niego i doświadczamy zniechęcenia – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od dobrego ku lepszemu, czyli duchowo idzie we właściwym kierunku, w stronę Boga, a na tej drodze doświadczając różnych przeszkód, oschłości, oczyszczenia – jednocześnie się zniechęca – wtedy Pan Bóg będzie wlewał swoją pociechę. Robi to, aby nie ustać w podążaniu do Niego.
  2. Kiedy mamy skruszone serce – gdy nawalimy, upadniemy, zgrzeszymy, podejmiemy złą decyzję, a jednocześnie widzimy tego zgubne konsekwencje – to prowadzi do wewnętrznej skruchy. Biblia mówi, że Pan Bóg sercem skruszonym nie pogardzi. Czasami jako spowiednik spotykałem ludzi nawet nie tyle ze skruszonym sercem, ale wręcz zmiażdżonym albo startym na proch. W takim sercu Pan Bóg chce rozlać ocean pociechy – w przeciwnym wypadku mogłoby to doprowadzić do rozpaczy, jeszcze większego zniechęcenia. W skruszone serce Bóg zawsze wlewa pociechę.
  3. Kiedy okoliczności zewnętrzne niezależne od nas są przytłaczające – to może być śmierć kogoś bliskiego, choroba, kataklizm. Obecna sytuacja, w jakiej się znajdujemy jest także przestrzenią, w której Pan Bóg chce wlewać w nasze serca pociechę – wypływającą z wiary w Jego mądrość, miłość i opatrzność.

A kiedy Pan Bóg jest „posmutniaczem”?

  1. Kiedy oddalamy się od niego – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od złego do gorszego, czyli duchowo oddal się od Boga, od swojego ostatecznego celu – wtedy Bóg wlewa w serce smutek, który jest niczym czerwona dioda symbolizująca stan zagrożenia. Ten smutek ma nas skłonić do trzeźwego ocenienia duchowej kondycji, spełnia rolę otrzeźwiającą nas, abyśmy mogli zawrócić z drogi wiodącej do zguby.
  2. Kiedy obiektywnie zgrzeszyliśmy, podjęliśmy złą decyzję, ale przy tym wcale tak nie uważamy – Bóg chcąc doprowadzić nasze serca do skruchy najpierw wlewa w nie smutek, który św. Paweł określa jako „zbawienny smutek”. Czasami możemy być tak święcie przekonani, co do swoich właściwych decyzji, że nie dostrzegamy ich faktycznych negatywnych skutków. Wtedy Pan Bóg posługuje się smutkiem, aby nasze serca do skruchy.

Te wskazówki to znowu swego rodzaju elementarz działania Bożego, który oczywiście nie wyczerpuje wszystkich okoliczności, w których Duch Boży nas pociesza lub wprowadza w smutek. Istotne jest, żeby uczyć się świadomego rozeznawania wewnętrznych poruszeń.

Rozważanie wygłoszone 17.05.2020 r. na VI Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 15-21.

Pocieszyciel czy posmutniacz?

 
 
00:00 / 19:52
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Sinusoida życia duchowego

Gdybyśmy nasze życie duchowe mieli rozrysować na wykresie – przyjmijmy że dolna linia pozioma oznaczałaby czas, a pionowa linia idąca do góry poczucie bliskości Boga – powstałby nam wykres o kształcie sinusoidy.

Dziś w Ewangelii, która ma miejsce po raz kolejny w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, Chrystus zapowiada swoim uczniom, że niedługo od nich odejdzie, po to, aby znów powrócić. Możemy odczytać czas spędzony z Jezusem w Wieczerniku jako duchową pociechę, natomiast moment między odejściem Jezusa, a Jego powrotem jako czas duchowego strapienia.

Czym jest duchowe strapienie? To stan wewnętrzny, który możemy w sobie rozpoznać po jego charakterystycznych symptomach:

  1. Brak poczucia obecności Boga
  2. Brak wiary, nadziei i miłości
  3. Nuda, obojętność, apatia duchowa
  4. Lęk, zmartwienie, niepokój wewnętrzny

Stan strapienia jest nam bardzo potrzebny, aby wzrastać w relacji z Bogiem, aby Bóg mógł nas wewnętrznie oczyszczać. 

Co możemy zrobić, aby jak najlepiej wykorzystać ten stan?

  1. Nazwij swoje strapienie duchowe – pierwszy i ważny krok to uświadomienie sobie i skonfrontowanie się z faktem doświadczenia wewnętrznego strapienia
  2. Unikaj istotnych zmian i podejmowania ważnych decyzji – ponieważ w tym stanie nasze postrzeganie rzeczywistości jest w pewien sposób zaciemnione przez strapienie
  3. Szukaj wsparcia – opowiedz o swoim strapieniu komuś bardzo zaufanemu, przyjacielowi, czy osobie duchownej
  4. Stawiaj opór – przeciwstawiaj się małymi krokami, np. Wydłuż o minutę modlitwę
  5. Bądź łagodny wobec siebie – jak się jest w dołku, to nie ma co go pogłębiać

Czym w takim razie jest pocieszenie? To stan bardzo podobny do strapienia, tylko całkowicie odwrotny:

  1. Poczucie bliskości Boga
  2. Silna wiara, nadzieja, miłość
  3. Wielkie duchowe pragnienia
  4. Pokój serca

Co możemy zrobić, żeby ten czas jak najlepiej przeżyć?

  1. Miej świadomość, że kiedyś przyjdzie strapienie – pozwala na realistyczne stąpanie po rzeczywistości
  2. Zajmij się swoimi słabościami – to dobry czas, aby nieco „pogrzebać” przy swoich, wadach, błędach i słabościach
  3. Szukaj Boga w minionych strapieniach – zobacz, jak Bóg przez poprzednie strapienia prowadził Cię.

Oba te stany są nieodłącznym towarzyszem życia duchowego i każdy z nich pełni bardzo ważną rolę. Od nas zależy w jaki sposób je wykorzystamy, aby wzrastać.

Korzystałem z książki Marka Thibodeaux SJ „Dobre i złe duchy w naszym życiu” – serdecznie polecam.

Rozważanie wygłoszone 12.05.2020 r. na Wtorek V Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 27-31a.

Sinusoida życia duchowego

 
 
00:00 / 16:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Duchowe gotowce

Mamy w sobie pewną tendencję do poszukiwania uproszczonych odpowiedzi w życiu duchowym. Zdarza nam się zadawać pytania, na które raczej chcielibyśmy, aby były możliwe tylko dwie odpowiedzi: tak albo nie.


Jezus dziś w Ewangelii przechadza się po świątyni Jerozolimskiej. To obraz tego, że każdy może do niego podjeść, porozmawiać, wejść w relację. Przechadzającego się Jezusa otaczają Żydzi, niejako biorąc Go na spytki. Pytają o to, czy jest Mesjaszem. Chcieliby dostać gotową odpowiedź: jeśli tak, to możemy go oskarżyć i dopiąć swego. Jeżeli nie, to kamień z serca spada, mamy problem z głowy. Jezus jednak nie daje im gotowca. Jego odpowiedz wymaga zastanowienia, uważności, szukania, dopytywania, rozeznawania. Niejako przenosi ciężar odpowiedzialności poszukania właściwej odpowiedzi na zadających pytanie.


Czasami spotykam się z sytuacją, kiedy jakaś osoba wyjaśnia mi pewną okoliczność i zadaje pytanie: „czy to jest grzech ciężki?”. Dobrze, że stawiamy sobie takie pytania. Jednak często pod tym jest ukryta chęć otrzymania gotowej odpowiedzi: tak albo nie. Mam wrażenie, że wielu chrześcijan chciałoby, żeby skatalogować wszystkie możliwe sytuacje w ogromnej księdze, tak aby każdy mógł sobie odnaleźć interesujący go przypadek. Chcielibyśmy rzeczywistość grzechu niejako zmierzyć linijką, naukowo to się chyba nazywa zoperacjonalizować. Najlepiej żeby był jakiś wzorzec grzechu, tak jak w muzeum w Londynie można znaleźć wzorcowy odważnik 1 kg – mógłby tam zostać wstawiony wzorcowy eksponat grzechu ciężkiego, tak aby każdy mógł go obejrzeć i sobie porównać.
Kiedy ktoś zadaje takie pytanie, tak naprawdę ja nie mogę na nie udzielić pełnej odpowiedzi. Musiałbym mieć jakiś rentgen serca, czy duszy penitenta. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „aby grzech był śmiertelny, są wymagane jednocześnie trzy warunki: grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą”. Czyli mamy 3 elementy składające się na rzeczywistość grzechu ciężkiego:

  1. Materia poważna
  2. Pełna świadomość
  3. Całkowita zgoda


W przypadku pierwszego elementu moim obowiązkiem jest wskazać, że dany czyn należy do materii poważnej – Katechizm mówi, że materię poważną stanowi Dekalog. W odniesieniu do dwóch ostatnich elementów, mogę jedynie i aż pomóc pytającej mnie osobie w rozeznaniu – tak, aby każdy w sumieniu sam rozeznał, czy miał całkowitą świadomość i wewnętrzna zgodę odnośnie danego czynu. Kapłan ma pomóc osobie rozeznać w swoim sumieniu czy to, o co pyta, faktycznie było grzechem ciężkim, oczywiście wskazując na obiektywne normy moralne, ale jednocześnie pomagając rozeznać kolejne dwa elementy.


Myślę, że ten przykład dobrze obrazuje chęć otrzymywania gotowych odpowiedzi w życiu duchowym. Zgodnie z tym co mówi Ewangelia, warto z takimi dylematami przychodzić do „wędrującego Jezusa” – przyłączyć się do Niego na modlitwie, pytać, z Nim rozeznawać. Warto potem także podzielić się owocami takiego rozeznania z kimś kompetentnym, kto pomoże nam to nieco zobiektywizować.

Rozważanie wygłoszone 05.05.2020 r. na Wtorek IV Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 22-30.

Duchowe gotowce

 
 
00:00 / 15:27
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Wewnętrzne żagle

Wiatr jest nieprzewidywalny i dość często zdarza się, że wieje nie tak jakbyśmy tego chcieli. Gdy jest upalnie wyczekujemy chłodnej bryzy, która będzie nas łagodnie smagała po twarzy. Zimą wiatr potrafi być nieprzyjemny i przeszywający. Momentami może być nawet i niebezpieczny – szczególnie, kiedy jest się na szczycie Małołączniaka (2096 m.n.p.m), a wiatr zamraża ubrania i zasypuje ślady butów na śniegu, tak że można się zgubić… Biblia posługuje się obrazem wiatru, żeby ukazać nam działanie Ducha Bożego, Jego nieprzewidywalność i niemożliwość ujęcia w jakiekolwiek ramy. Takiego porównania używa Jezus w rozmowie z Nikodemem w dzisiejszej Ewangelii. Wiatr jest też konieczny żeby żeglować. Kiedyś myślałem, że żaglówka może dopłynąć do obranego celu, jedynie wtedy gdy wiatr wieje wyłącznie z określonego kierunku. Potem wyczytałem w jakiejś książce, że aby dopłynąć do celu najważniejszy nie jest kierunek wiatru, ale odpowiednie ustawienie żagli – wtedy obojętnie skąd będzie wiało, i tak każdy powiew można wykorzystać do płynięcia. Podobna zasada obowiązuje w życiu duchowym. Czasem może nam się wydawać, że wzrastać duchowo można tyko wtedy, kiedy mamy do tego sprzyjające warunki, takie „dobre wiatry”. Tymczasem każda sytuacja, okoliczność, uczucie, relacja, wydarzenie może służyć mojemu rozwojowi. Biblia mówi, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we WSZYSTKIM dla ich dobra” (Rz, 8, 28a). To znaczy, że niezależnie od tego, z której strony wieje w moim życiu, to od mojej wewnętrznej postawy zależy, jak ustawię żagle, a w konsekwencji czy to doświadczenie będzie służyło mojemu dobru. Nie ma takiej rzeczywistości, która włączona w doświadczenie duchowe relacji z Bogiem, nie może zostać przemieniona. Na tym polega Boża wszechmoc i Jego miłość. A Bóg często działa w naszym życiu niczym wiatr – nie spodziewamy się Go w tym momencie, albo wolelibyśmy żeby zadziałał jakoś inaczej… W życiu duchowym najpiękniejsze jest to, że nie jesteśmy niewolnikami okoliczności zewnętrznych, czy sytuacji na które nie mamy wpływu. To od nas zależy w jaki sposób ustawimy swoje „wewnętrzne żagle” – naszego sposobu myślenia, podejmowanych decyzji, planu dnia, czasu oddanego na spotkanie z Bogiem. Obecnie może się wydawać, że okoliczności wieją nam prosto w twarz, tak że aż mrużymy oczy, ale… przecież można ten pozornie niesprzyjający podmuch tak wykorzystać, aby płynąć. Tylko jak ustawić życiowe żagle?

Rozważanie wygłoszone 20.04.2020 r. na Poniedziałek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 7b-15.

Wewnętrzne żagle

 
 
00:00 / 14:20
 
1X