Kategorie
Głęboka modlitwa

GŁĘBOKA MODLITWA [#8] Formy modlitwy

W ósmym odcinku serii GŁĘBOKA MODLITWA spojrzymy na trzy formy życia modlitwy, których od wieków uczy nas Kościół.

W podcaście usłyszysz o tym, czym różni się modlitwa ustna od klepania paciorków, dlaczego rozmyślanie nie dotyczy Twojej sąsiadki oraz czy dziecko może wejść w kontemplację.

Kolejny odcinek z tej serii nakreśli ramy rozwoju życia modlitewnego.

GŁĘBOKA MODLITWA [#8] Formy modlitwy

 
 
00:00 / 32:16
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Spóźnione, ale szczere

Wczoraj swoje urodziny obchodziła wyjątkowa Osoba!

Warto byłoby ten dzień jakoś uczcić prawda? 🙂

Rozważanie wygłoszone 09.09.2020 r. na Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Spóźnione, ale szczere

 
 
00:00 / 16:08
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Przebaczenie przynosi uwolnienie

O przebaczeniu nigdy dość. To temat bliski każdemu, bo i ja i Ty jesteśmy zarówno oprawcami, jak i ofiarami. Krzywdzącymi i krzywdzonymi. A tam gdzie jest krzywda, potrzebne jest i przebaczenie.

Przebaczenie jest decyzją, aktem woli. To nie emocja, myśl czy pragnienie. Przy pomocy łaski Bożej zawsze jestem w stanie wzbudzić w swoim sercu decyzję przebaczenia. Oznacza to, że z jednej strony wyrzekam idę jakiejkolwiek formy odwetu, odpłacenia złem za zło, osobie która mnie skrzywdziła. A z drugiej postanawiam szczerze błogosławić, czyli dobrze życzyć tejże osobie.

Przebaczenie przynosi uwolnienie w dwóch kierunkach. Najpierw jest to uwolnienie mnie samego. Poprzez decyzję przebaczenia wchodzę w proces uwalniania siebie na różnych płaszczyznach: emocjonalnej, mentalnej, duchowej od bólu wynikającego z doznanej krzywdy. Stopniowo przestaję myśleć i rozpamiętywać tę sytuację? Krok po kroku staje się wewnętrznie wolny.

Jest też drugi kierunek, o którym nigdy wcześniej nie myślałem, a który pomógł mi dostrzec pewien bardzo wartościowy film z Tomem Hanksem w roli głównej. Film nosi tytuł „Cóż za piękny dzień” (gorąco polecam!). Główny bohater w jednej z początkowych scen wypowiada kluczowe zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „przez akt przebaczenia uwalniam drugą osobę od gniewu, jaki żywię wobec niej”. Czasami poprzez dobrowolne trzymanie nieprzebaczenia krzywdzimy nie tylko siebie, ale także innych. Film ukazuje tę prawdę na przykładzie relacji ojciec-syn. Syn żywił względem swojego ojca ogromny gniew, który miał swoje źródło w przeszłych krzywdach doznanych od ojca. Ojciec, który przechodził swoją wewnętrzna przemianę (w której rolę odegrała także jego choroba) wciąż był pod wpływem niszczącej siły gniewu swojego syna. Poprzez przebaczenie syn uwolnił swojego umierającego ojca od destrukcyjnego gniewu.

Przebaczenie niesie uwolnienie – zawsze dla osoby przebaczającej, a w pewnych okolicznościach może nieść także wolność temu, któremu przebaczam.

Rozważanie wygłoszone 14.08.2020 r. na Czwartek XIX Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 18, 21- 19, 1.

Przebaczenie przynosi uwolnienie

 
 
00:00 / 12:27
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Miecz przeszywający serca

O tym dlaczego Słowo Boże nie jest pałką do okładania innych, a raczej mieczem przeszywającym serca.

Rozważanie wygłoszone 13.07.2020 r. na Poniedziałek XV Tygodnia Zwykłego, na podstawie Mt 10, 34 – 11, 1.

Miecz przeszywający serca

 
 
00:00 / 22:41
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niebezpieczna litania

Czy odmawianie jednej z bardzo popularnych litanii może być dla nas niebezpieczne?

Zanim przejdziemy do tego pytania, najpierw wyobraź sobie sytuację ze swojego życia, gdzie podczas spotkania z jakąś osobą czułeś ogromną dysproporcję, nierówność między Wami. To może być rozmowa ze swoim przełożonym, wizyta w urzędzie. Mi przypominają się odwiedziny pewnego dziekanatu UWr, podczas moich pierwszych studiów po maturze, gdzie na wejściu trzeba było przepraszać pracujące tam Panie, za to że ośmiela się zakłócić ich ciężką pracę 😉 Teraz zobaczmy, że w przypadku spotkania z Bogiem jest podobnie, tylko że całkowicie odwrotnie.

Jezus mówi o sobie, że jest „cichy i pokornego serca”, a w oryginalnym tekście czytamy „łagodny i uniżonego serca”. Serce Boga jest uniżone. To dlatego w spotkaniu z Nim jest odwrotnie – ponieważ dysproporcja między nami, a Bogiem jest w całkowicie drugą stronę, niż we wspomnianych sytuacjach. To Bóg jest uniżony względem człowieka i to jest powód dlaczego nie następuje moje i Twoje spotkanie z Nim. Bo tylko serce skruszone, uniżone jest niejako na tym samym poziomie co serce Boga. To znaczy, że Boga spotkam tylko wtedy, gdy moje serce uniży się do Jego poziomu.

A o co chodzi z tą litanią? Zwróćmy uwagę, że w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa na końcu ma miejsce ważny dialog. Prowadzący litanię zaczyna wezwanie: „Jezu cichy i pokornego serca” – na które odpowiadamy: „Uczyń serca nasze według serca Twego”. Czyli o co się modlimy? O to żeby Bóg skruszył, uniżył i upokorzył nasze serca, aby mogły zniżyć się do poziomu nieprawdopodobnie uniżonego serca Jezusa. To prośba o to, aby Bóg na wiadome swoje sposoby oczyszczał mnie, upokarzał, uniżał, a wszystko po to, żebym potrafił kochać tak jak On. Dlaczego to może być niebezpieczne? Sformułowanie oczywiście odrobinę prowokacyjne, ale przecież mamy świadomość, że proces oczyszczenia serca do przyjemnych nie należy. Warto mieć świadomość, o co tak naprawdę prosimy Boga przez tę modlitwę. I warto mieć świadomość, że On to wołanie słyszy i bierze na poważnie 😉

Rozważanie wygłoszone 19.06.2020 r. na Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, na podstawie Mt 11, 25-30.

Niebezpieczna litania

 
 
00:00 / 17:15
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niewstrząśnięte zmieszane

Niezależnie od tego, czy jesteś fanem przygód Agenta 007, pewnie i tak kojarzysz jaki był jego ulubiony drink. A bardziej chodzi mi o to, w jaki sposób musiał być przygotowany – Bond pił zawsze martini wstrząśnięte nie zmieszane.

Pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii w przekładzie księży paulistów brzmi: „Nie pozwólcie, aby wasze serca były wstrząśnięte”. Chrystus przestrzega nas przed tym, abyśmy nie dopuścili do takiego stanu serca, jakie można nazwać „wstrząśniętym”.

Co to znaczy wstrząśnięte serce? Spróbuję posłużyć się przykładem. Kiedy jakiś czas temu koronawirus zaczął się panoszyć w naszym kraju, na początku śledziłem wszelkie doniesienia medialne. Regularnie oglądałem różnego rodzaju programy informacyjne, doniesienia ekspertów, nagrania na żywo sprzed szpitali. I zauważyłem, że słuchając tego zacząłem najzwyczajniej w świecie się bać. Nie do końca wiem czego – bo zachowywałem wszelkie normy bezpieczeństwa zalecane przez władze. W sercu wylęgał się wielki niepokój, bezprzedmiotowy lęk i obawa, tak naprawdę nie wiadomo przed czym. Myślę, że to jest dobry przykład „wstrząśniętego serca” – czyli serca przepełnionego bezpodstawnymi obawami, lękiem, niepokojem. Gdy zorientowałem się co się ze mną dzieje, po prostu wyłączyłem TV i do dziś go nie włączam. Tak w swoim życiu odczytałem zaproszenie, aby nie pozwolić, żeby moje serce było wstrząśnięte. Możesz zobaczyć na różne sytuacje i okoliczności ze swojego życia i rozeznać czy jest coś takiego, co niepotrzebnie wstrząsa Twoim sercem.

W takim razie skoro nasze serce nie ma być wstrząśnięte, to jakie? Czytając łukaszową Ewangelię natrafimy na scenę Zwiastowania Maryi, w której Maryja słuchając Archanioła Gabriela „zmieszała się na te słowa”. Serce Maryi było zmieszane – to serce, które z jednej strony wierzy w bezgraniczną Bożą dobroć i opiekę, a z drugiej używa rozumu, potrafi zadawać trafne pytania i szukać na nie odpowiedzi. 

Odwołując się do przykładu z drinkiem Jamesa Bonda – serce, które Bóg chce w nas kształtować przez swoje Słowo, to serce nieco odwrotne – niewstrząśnięte zmieszane. Niewstrząśnięte niepotrzebnymi obawami, a zmieszane przez postawę mądrego stawiania pytań i szukania odpowiedzi.

Rozważanie wygłoszone 10.05.2020 r. na V Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 1-12.

Niewstrząśnięte zmieszane

 
 
00:00 / 14:07
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pustelnia serca

Jak to dobrze, że w Kościele Katolickim mamy świętych. Możemy się od nich uczyć wiary, różnych postaw w życiu duchowym, a także prostej mądrości życiowej. Dotychczas każdego dnia rozważaliśmy konkretny fragment Biblii, przewidziany przez Kościół na dany dzień. Dziś chciałbym zaproponować nieco inną ścieżkę. Poprowadzi nas nią oczywiście nie kto inny, jak św. Ignacy Loyola.

Jednym z przełomowych okresów w życiu Ignacego był pobyt w rodzinnym zamku w Loyoli, gdzie miała miejsce jego rekonwalescencja. W tym czasie z powodu braku innych lektur, sięgnął po dwie książki opisujące odpowiednio: życie Jezusa Chrystusa oraz żywoty świętych. Czytając dokonania wielkich świętych, w Ignacym zaczęło rodzić się pragnienie: a gdyby tak dokonać podobnych dzieł? Rozważnie żywotów świętych zrodziło w Ignacym wielki pokój serca oraz pragnienie bycia takim samym. To dla nas wskazówka, dlaczego warto medytować nad życiorysami świętych Kościoła. Dlatego chciałbym Cię zaprosić do tego, aby w podobny sposób, tak jak codziennie medytujemy fragment Biblii, rozważyć fragment żywotu św. Katarzyny ze Sieny, której wspomnienie liturgiczne dziś obchodzimy. Bardzo zachęcam do tego, żeby zawsze kiedy wspominamy jakiegoś świętego, spróbować wziąć na modlitwę fragment jego życiorysu i podobną metodą go rozważyć.

„Katarzyna jednak już od wczesnej młodości marzyła o całkowitym oddaniu się Panu Bogu. Dlatego wbrew woli rodziców obcięła sobie włosy i zaczęła prowadzić życie pokutne. Zamierzała najpierw we własnym domu uczynić sobie pustelnię. Kiedy jednak okazało się to niemożliwe, własne serce zamieniła na zakonną celę” – taki fragment możemy odnaleźć w życiorysie św. Katarzyny zamieszczonym na portalu brewiarz.pl. Z tego krótkiego fragmentu, możemy wydobyć nieco korzyści duchowej. Widzimy, że młoda Katarzyna z powodu niesprzyjających okoliczności zewnętrznych nie mogła spełnić swojego pragnienia uczynienia osobistej pustelni. Jednak to nie zniechęciło Katarzyny – postanowiła to samo uczynić w wymiarze duchowym.  Jak sama wspomina, uczyniła w swoim sercu pustelnię. Z tego krótkiego fragmentu możemy zmierzyć się z dwoma kwestiami:

  1. Jak reaguje na okoliczności zewnętrzne, na które nie mam wpływu? Czy się od razu poddaję, zniechęcam? Czy szukam różnych dróg poradzenia sobie z tą sytuacją?
  2. Czy nie mam w sobie tendencji do dzielenia rzeczywistości na taką, w której Bóg jest i działa i taką, która jest tego pozbawiona? Czy nie zamykam Boga jedynie w przestrzeni kościoła, sakramentów, czytania Biblii, spotkania wspólnoty? Czy potrafię ze swojego serca uczynić pustelnię – miejsce spotkania z Bogiem i dzięki temu odkrywać obecność Boga w każdej codziennej, nawet najbardziej prozaicznej czynności?

Zdaję sobie sprawę, że te wnioski nie są jakimś odkryciem duchowej Ameryki. Ale dziś nie tyle chodziło mi o to, aby dokonać spektakularnych odkryć natury duchowej, ale by zachęcić do rozważania żywotów świętych. Bardzo warto, szczególnie kiedy przeżywamy w liturgii wspomnienie konkretnego świętego, wziąć na modlitwę fragment życiorysu tego świętego i rozważyć go w podobny sposób, jak uczymy się rozważać Biblię. W ten sposób nie tylko będziemy poznawali fakty z życia świętych, ale przede wszystkim Pan Bóg będzie w nas wlewał pragnie świętości. Modląc się żywotami świętych, możemy uczyć się od nich przyjaźni z Chrystusem. 

Rozważanie wygłoszone 29.04.2020 r. na Święto św. Katarzyny ze Sieny, dziewicy i doktora Kościoła, patronki Europy, na podstawie fragmentu jej życiorysu.

Pustelnia serca

 
 
00:00 / 15:13
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Słowo i sakrament

„Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” – mówią dziś uczniowie, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Zastanawiam się, czy jest jakiś człowiek, który by nie chciał żeby jego serce „pałało” – czyli było przepełnione radością, pokojem, nadzieją? Szczególnie kiedy okoliczności zewnętrzne zdają się wsączać w nas lęk, niepokój i brak zaufania do Boga.

Rozważając scenę wędrówki uczniów do Emaus znajdziemy wskazówkę, która prowadzi do odkrycia, w jaki sposób można doświadczyć tego samego. Czytając ten fragment z pewnością zauważysz, co spowodowało tak niezwykłe poruszenie wnętrz uczniów: Chrystus wyjaśniał im Pisma i nakarmił ich połamanym przez siebie chlebem. Oczywiście jest to symbol Słowa Bożego i sakramentu Eucharystii.

Słowo i sakramenty – to są dwie rzeczywistości, których nie można od siebie oddzielać i które powodują, że nasze serce może być rozpalone od wewnątrz doświadczeniem spotkania z żywym Bogiem. Czytanie, rozważanie, modlitwa Słowem Bożym jest tak bardo ważne, bo to będzie rodzić w nas wiarę. Biblia mówi, że wiara rodzi się ze słuchania, a tym co się słyszy jest Słowo Boże. Dlatego tak bardzo zachęcam do tego, żeby już od rana „nasiąkać” słowami Biblii, a współcześnie mamy to naprawdę bardzo ułatwione, dzięki różnej maści aplikacjom. Słuchanie Słowa będzie rodziło w nas pragnienie spotkania się z Tym, o którym to Słowo opowiada. I w taki sposób Słowo odsyła nas do sakramentu. Sakramenty są dla nas tak cenne, ponieważ to są zewnętrzne, namacalne znaki potwierdzające, że spotkanie z Bogiem się dokonało. Uczestnicząc w Eucharystii mamy pewność, że tam spotykamy Boga, co więcej możemy się z nim zjednoczyć wręcz namacalnie przyjmując Go pod widzialną postacią chleba. Właściwe przeżyte spotkanie z Bogiem w sakramencie będzie w nas rodziło z kolei głębszą chęć poznawania Go, słuchania Jego słowa i rozeznawania Jego woli w codzienności. A to odsyła nas znowu do Słowa – i w taki sposób powstaje pewien krąg, cykl, poprzez Bóg będzie rozpalał nasze serca sobą i wszystkim tym, co niesie Jego obecność.

Nie można rozdzielać Słowa Bożego i sakramentów. To są rzeczywistości sciśle ze sobą powiązane: jedna prowadzi do drugiej, a druga odsyła znowu do tej pierwszej. Co się stanie kiedy je od siebie oderwiemy? Jeżeli poprzestaniemy na samym tylko czytaniu Biblii, może powstać pokusa traktowania jej jako cennego i wartościowego poradnika życiowego, jednego z wielu dostępnych. Bo znajdziesz tam wiele informacji odnośnie relacji, zarządzania finansami czy rozwoju osobistego. Słowo stanie się wtedy tylko jednym z wielu źródeł informacji „jak żyć”. Z drugiej strony, jeżeli poprzestaniesz na samym sakramencie, bez odniesienia do Słowa, prawdopodobnie będzie to bardzo płytkie przeżywanie go i zatrzymasz się jedynie na powierzchni, rycie, formie zewnętrznej. Będziesz korzystał z sakramentów, może nawet regularnie, ale szybko zauważysz, że one nic nie zmieniają w Twoim życiu. 

Słowo i sakramenty to pokarm, który jest dostępny dziś dla każdego. Jestem przekonany, że karmiąc się nimi będziemy zarażali innych – ale nie żadnymi wirusami – tylko radością, entuzjazmem, uśmiechem, autentyczną relacją z Bogiem. Bo to wszystko wypływa z serca pałającego obecnością Boga 🙂

Rozważanie wygłoszone 26.04.2020 r. na III Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Łukasza 24, 13-35.

Słowo i sakrament

 
 
00:00 / 16:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Naświetlanie serca

Na mojej pierwszej parafii od czasu do czasu zdarzało mi się odwiedzać miejsce, gdzie były zamontowane specjalne drążki do podciągania, zdaje się że fachowo to się nazywa „street workout place” 🙂 Pewnego razu miałem okazję trenować z gościem, który ewidentnie nie był tam ani pierwszy ani ostatni raz – miałem wrażenie, że spokojnie mógłby mnie wziąć jedną ręką pod pachę, a drugą się podciągać. Przy treningu wydawał różne dziwne odłogsy i mówił do siebie (to go chyba motywowało). Moją uwagę najbardziej zwróciło to, że zwracał się siebie per „świr paleta”. No więc nasz Świr Paleta po chwili włączył mnie w swój ciekawy monolog dotyczący zdrowego żywienia, a także kluczowej roli promieni słonecznych dla ludzkiej kondycji i dobrego samopoczucia. Zachęcił mnie do tego, żebym więcej i częściej wystawiał swoje ciało na działanie promieni słonecznych. Swój wywód zakończył konkluzją: „słońce to jest k**** Bóg!”. Wolałem z nim nie wchodzić w dyskusje natury teologicznej, ale być może chodziło mu o to, że istnieje podobieństwo między światłem słonecznym a działaniem Boga? 🙂 Bo dokładnie o tym samym czytamy w dzisiejszej Ewangelii. Bóg, aby ukazać nam, na czym polega Jego działanie posługuje się obrazem światła.

Zobaczmy na kilka przykładów działania światła: istnieją rośliny, które rosnąc, zwracają się w kierunku światła; chyba każdy lubi, jak o poranku promienie słońca wpadają do pokoju przez okno; niedawno na studiach dowiedziałem się, że istnieje pewne zjawisko określane jako sezonowe zaburzenia nastroju, a jednym z czynników wpływających na jego występowanie jest właśnie niedobór światła słonecznego.

Bóg jest niczym światło, które ma życiodajne działanie na wiele sfer naszego życia. Choćby to kiedy Bóg oświetla nam spojrzenie na siebie samego. Dzięki Jego światłu możemy popatrzeć na siebie, swój wygląd, cechy charakteru i powiedzieć – jest OK 🙂 Patrzenie na siebie w Bożym świetle, prowadzi nas do pogodnej akceptacji siebie jako arcydzieła, które wyszło z rąk Mistrza. Dalej światło Bożej obecności może oświetlać różne wewnętrzne rany naszego serca. Kiedyś skręciłem kostkę na koszykówce i na zabiegach wygodnie leżałem na łóżku a specjalne lampy naświetlały opuchniętą nogę – po kilku dniach było znacznie lepiej! Podobnie jest z Bogiem – czasami wystarczy pewne wewnętrzne rany wystawić na Jego uzdrawiające światło i czekać, aż On zacznie działać, porządkować i leczyć. Dalej zwracając się ku Bogu, słuchając Go, rozeznając Jego wolę, będziemy wiedzieli w jakim kierunku się rozwijać, niczym słonecznik obracający się do słońca.

Wyjątkowym reflektorem, którym możemy nieustannie naświetlać swoje wnętrze  światłem Bożej obecności jest Słowo Boże. Dlatego tak bardzo zachęcam, żeby rozsmakować się w modlitwie Słowem Bożym, bo w taki sposób wpuszczamy w swoje serce Boże światło, które ma moc oświetlać nasze decyzje, postępowanie, czy plany na przyszłość, a także nasz wewnętrzny nieporządek w myślach i emocjach.

Świr Paleta dobrze radził, żeby jak najczęściej wystawiać swoje ciało na działanie promieni słonecznych. A ja dobrze radzę, żeby jak najczęściej wystawiać swoje wnętrze na działanie Słowa Bożego 🙂

Rozważanie wygłoszone 21.04.2020 r. na Wtorek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 16-21.

Naświetlanie serca

 
 
00:00 / 17:34
 
1X