Kategorie
Słowo na co dzień

Nie ma zysku bez straty

Usłyszysz dziś o fundamentalnej zasadzie obowiązującej w sferze życia duchowego – aby posiąść coś wartościowego, najpierw trzeba coś innego stracić.

Także o tym, co jest najbardziej wartościowym skarbem, dla którego warto jest stracić wiele, a być może wszystko?

Rozważanie wygłoszone 19.07.2020 r. na Niedzielę XVII Niedzielę Zwykłą, na podstawie Mt 13, 44-46.

Nie ma zysku bez straty

 
 
00:00 / 21:57
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pozorna strata

Nie znam się na rolnictwie, bo wychowałem się na blokowisku, ale będąc dzieckiem sadziłem rzeżuchę w doniczce na oknie i ta wiedza powinna wystarczyć, żeby wyjaśnić pewne ważne zjawisko 🙂 Kiedy wsiejemy ziarnko, zanim ono wyrośnie i da smaczne zielone kiełki, musi trochę posiedzieć w ziemi – tam ziarno obumiera, gnije, zmienia swoją postać i dopiero może z niego coś wyrosnąć. Ten moment w ziemi jest najgorszy, bo nie widać efektów i wydaje się, że nic już z tego nie będzie. A wystarczy trochę wytrzymać, żeby potem cieszyć się dojrzałą zieleniną. Nie jest możliwa radość z plonu, jeżeli wsiane ziarenko nie przejdzie przez fazę gnicia w ziemi.
Dziś Jezus w Ewangelii wyjaśnia bardzo ważną duchową prawdę posługując się obrazem obumierającego ziarnka. W kontekście tego zadajmy pytanie: czy idąc za Jezusem coś się traci? Pytanie jak zwykle odrobinę prowokacyjne, ale raczej zasadne, bo wydaje mi się że dziś nikt nie chce tracić. Wszyscy chcą zysku, progresu, pomnażania. Ale wystarczy popatrzeć na zwykłe ziarenko, żeby przekonać się, że nie ma zysku bez początkowej straty.
Taka strata zawsze następuje gdy ma miejsce pierwszy, fundamentalny wybór Jezusa. Często obserwowałem to współprowadząc różnego rodzaju rekolekcje Ewangelizacyjne, podczas których głosi się dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie – uczestnicy w pewnym momencie są prowadzeni do podęcia kluczowej decyzji oddania wszystkich sfer swojego życia Chrystusowi i poddania się pod Jego panowanie. W tym momencie część osób waha się, boi i nie ma odwagi tego dokonać. I z jednej strony ja im się wcale nie dziwię. To nie jest łatwa decyzja, niczym poranny wybór pieczywa na szybkich zakupach w Żabce. To decyzja, od której będzie zależała cała przyszłość, a co więcej ona będzie wiązała się z jakąś stratą. Ale z drugiej strony to tak jakby wołać „heeej nie wsiewaj tego ziarenka, zobacz jak ono siedzi w ziemi i gnije!”, nie mając świadomości, że ziarnko musi przejść przez ten etap obumarcia, żeby coś z niego wyrosło. Czyli tracąc, tak naprawdę zyskujemy coś innego, jakościowo całkowicie odmiennego. Więc co się traci wybierając panowanie Jezusa? Wszystko to co, wydaje mi się dobre, a w rzeczywistości mnie niszczy. Czasem nasze przywiązanie do tych spraw jest tak silne, że wcale nie chcemy tego wypuścić z rąk. A co zyskujemy w zamian? Inną jakość – wyraźnie widać to po wszystkich, którzy bardzo głęboko przeżywają różnego rodzaju rekolekcje ewangelizacyjne – bo wyjeżdżają do swoich domów odmienieni, wręcz uskrzydleni, co widać po radości malującej się na twarzach. Bo zyskali wolność wewnętrzną i pokój, jakiego nikt, ani nic innego nie jest w stanie dać.
Chrześcijaństwo to nie jest mainstream. Tutaj już na wstępie masz obiecane straty. Ale wystarczy, że zaobserwujesz zwykłe ziarnko, a przekonasz się, że to są straty pozorna, które w rzeczywistości prowadzą do całkowicie nowej jakości życia.

Rozważanie wygłoszone 21.04.2020 r. na Uroczystość św. Wojciecha, biskupa i męczennika na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 12, 24-26.

Pozorna strata

 
 
00:00 / 18:26
 
1X