Kategorie
Słowo na co dzień

Kryteria zdrowia duchowego

Co to znaczy być zdrowym? Dziś zastanowimy się nad kryteriami duchowego zdrowia.

W odcinku usłyszysz o tym jakie są trzy kryteria zdrowia duchowego, dlaczego warto nie pragnąć bardziej pochwał niż pogardy oraz jakim cudem trędowaty może być w rzeczywistości zdrowy.

Serdecznie zapraszam do słuchania.

Rozważanie wygłoszone 14.02.2021 r. w VI Niedzielę Zwykłą, na podstawie Mk 1, 40-45.

Kryteria zdrowia duchowego

 
 
00:00 / 19:22
 
1X
 
Kategorie
Głęboka modlitwa

GŁĘBOKA MODLITWA [#7] Wskazówki św. Ignacego

W życiu duchowym warto szukać dobrych wzorców, dlatego do dzisiejszego odcinka zaprosiłem jednego z największych gigantów ducha w całej historii – świętego Ignacego z Loyoli.

Ojciec Ignacy podpowie nam kilka ważnych kwestii: czym jest postawa hojności względem Boga, jaką rolę na modlitwie pełni wyobraźnia, dlaczego po modlitwie warto się nad nią zastanowić oraz kiedy jest nam potrzebny duchowy przewodnik.

To ostatni z odcinków serii GŁĘBOKA MODLITWA. Wszystkie siedem części tworzy pewną całość, która daje podstawy pod rozpoczęcie praktyki codziennego medytowania słowa Bożego, do czego wszystkich z całego serca zachęcam 🙂

Wszystko wskazuje, że już niedługo rozpoczniemy kolejną podcastową serię dotyczącą podstawowych postaw w życiu duchowym.

Serdecznie zapraszam 🙂

GŁĘBOKA MODLITWA [#7] Wskazówki św. Ignacego

 
 
00:00 / 33:05
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Pocieszyciel czy posmutniacz?

Pan Bóg z każdym z nas komunikuje się na różne sposoby, ale robi to także w sposób bezpośredni. Takimi wiadomościami, które każdego dnia od Niego otrzymujemy są nasze wewnętrzne poruszenia – różne uczucia i myśli.

Zwróćmy uwagę na początkowe zdanie w dzisiejszej Ewangelii, mówiące o tajemniczym Paraklecie. Jeżeli uczestnicząc dziś we Mszy zamiast tego słowa usłyszałeś „Pocieszyciel” to znaczy, że Twój proboszcz nie wymienił jeszcze lekcjonarzy i można zorganizować zbiórkę na siepomaga.pl na najnowsze wydanie. A tak na poważnie, to w najnowszym wydaniu lekcjonarzy mszalnych, faktycznie występuje już słowo „Paraklet”. Nie jestem godzien, aby wypowiadać takie opinie, ale wydaje mi się, że zachowanie oryginalnego greckiego słówka w tym momencie było bardzo trafne. „Paraklet” owszem oznacza pocieszyciela, ale także obrońcę czy adwokata. To pierwsze tłumaczenie może nam nieco zawęzić perspektywę do tego stopnia, że będziemy przekonani o dość jednostronnym działaniu Ducha Bożego. Natomiast „obrońca” to ktoś kto zarówno pocieszy, jak i może pobudzi do smutku, aby obronić przed negatywnymi konsekwencjami jakiegoś wyboru. Zobaczmy więc, czy Pan Bóg jednie nas wewnętrznie pociesza, czy może też wlewać smutek. Przyjrzymy się temu na bardzo podstawowym poziomie.

Kiedy Pan Bóg jest pocieszycielem?

  1. Kiedy zbliżamy się do Niego i doświadczamy zniechęcenia – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od dobrego ku lepszemu, czyli duchowo idzie we właściwym kierunku, w stronę Boga, a na tej drodze doświadczając różnych przeszkód, oschłości, oczyszczenia – jednocześnie się zniechęca – wtedy Pan Bóg będzie wlewał swoją pociechę. Robi to, aby nie ustać w podążaniu do Niego.
  2. Kiedy mamy skruszone serce – gdy nawalimy, upadniemy, zgrzeszymy, podejmiemy złą decyzję, a jednocześnie widzimy tego zgubne konsekwencje – to prowadzi do wewnętrznej skruchy. Biblia mówi, że Pan Bóg sercem skruszonym nie pogardzi. Czasami jako spowiednik spotykałem ludzi nawet nie tyle ze skruszonym sercem, ale wręcz zmiażdżonym albo startym na proch. W takim sercu Pan Bóg chce rozlać ocean pociechy – w przeciwnym wypadku mogłoby to doprowadzić do rozpaczy, jeszcze większego zniechęcenia. W skruszone serce Bóg zawsze wlewa pociechę.
  3. Kiedy okoliczności zewnętrzne niezależne od nas są przytłaczające – to może być śmierć kogoś bliskiego, choroba, kataklizm. Obecna sytuacja, w jakiej się znajdujemy jest także przestrzenią, w której Pan Bóg chce wlewać w nasze serca pociechę – wypływającą z wiary w Jego mądrość, miłość i opatrzność.

A kiedy Pan Bóg jest „posmutniaczem”?

  1. Kiedy oddalamy się od niego – zawsze kiedy ktoś, jak mawia św. Ignacy, zmierza od złego do gorszego, czyli duchowo oddal się od Boga, od swojego ostatecznego celu – wtedy Bóg wlewa w serce smutek, który jest niczym czerwona dioda symbolizująca stan zagrożenia. Ten smutek ma nas skłonić do trzeźwego ocenienia duchowej kondycji, spełnia rolę otrzeźwiającą nas, abyśmy mogli zawrócić z drogi wiodącej do zguby.
  2. Kiedy obiektywnie zgrzeszyliśmy, podjęliśmy złą decyzję, ale przy tym wcale tak nie uważamy – Bóg chcąc doprowadzić nasze serca do skruchy najpierw wlewa w nie smutek, który św. Paweł określa jako „zbawienny smutek”. Czasami możemy być tak święcie przekonani, co do swoich właściwych decyzji, że nie dostrzegamy ich faktycznych negatywnych skutków. Wtedy Pan Bóg posługuje się smutkiem, aby nasze serca do skruchy.

Te wskazówki to znowu swego rodzaju elementarz działania Bożego, który oczywiście nie wyczerpuje wszystkich okoliczności, w których Duch Boży nas pociesza lub wprowadza w smutek. Istotne jest, żeby uczyć się świadomego rozeznawania wewnętrznych poruszeń.

Rozważanie wygłoszone 17.05.2020 r. na VI Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 15-21.

Pocieszyciel czy posmutniacz?

 
 
00:00 / 19:52
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Sinusoida życia duchowego

Gdybyśmy nasze życie duchowe mieli rozrysować na wykresie – przyjmijmy że dolna linia pozioma oznaczałaby czas, a pionowa linia idąca do góry poczucie bliskości Boga – powstałby nam wykres o kształcie sinusoidy.

Dziś w Ewangelii, która ma miejsce po raz kolejny w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, Chrystus zapowiada swoim uczniom, że niedługo od nich odejdzie, po to, aby znów powrócić. Możemy odczytać czas spędzony z Jezusem w Wieczerniku jako duchową pociechę, natomiast moment między odejściem Jezusa, a Jego powrotem jako czas duchowego strapienia.

Czym jest duchowe strapienie? To stan wewnętrzny, który możemy w sobie rozpoznać po jego charakterystycznych symptomach:

  1. Brak poczucia obecności Boga
  2. Brak wiary, nadziei i miłości
  3. Nuda, obojętność, apatia duchowa
  4. Lęk, zmartwienie, niepokój wewnętrzny

Stan strapienia jest nam bardzo potrzebny, aby wzrastać w relacji z Bogiem, aby Bóg mógł nas wewnętrznie oczyszczać. 

Co możemy zrobić, aby jak najlepiej wykorzystać ten stan?

  1. Nazwij swoje strapienie duchowe – pierwszy i ważny krok to uświadomienie sobie i skonfrontowanie się z faktem doświadczenia wewnętrznego strapienia
  2. Unikaj istotnych zmian i podejmowania ważnych decyzji – ponieważ w tym stanie nasze postrzeganie rzeczywistości jest w pewien sposób zaciemnione przez strapienie
  3. Szukaj wsparcia – opowiedz o swoim strapieniu komuś bardzo zaufanemu, przyjacielowi, czy osobie duchownej
  4. Stawiaj opór – przeciwstawiaj się małymi krokami, np. Wydłuż o minutę modlitwę
  5. Bądź łagodny wobec siebie – jak się jest w dołku, to nie ma co go pogłębiać

Czym w takim razie jest pocieszenie? To stan bardzo podobny do strapienia, tylko całkowicie odwrotny:

  1. Poczucie bliskości Boga
  2. Silna wiara, nadzieja, miłość
  3. Wielkie duchowe pragnienia
  4. Pokój serca

Co możemy zrobić, żeby ten czas jak najlepiej przeżyć?

  1. Miej świadomość, że kiedyś przyjdzie strapienie – pozwala na realistyczne stąpanie po rzeczywistości
  2. Zajmij się swoimi słabościami – to dobry czas, aby nieco „pogrzebać” przy swoich, wadach, błędach i słabościach
  3. Szukaj Boga w minionych strapieniach – zobacz, jak Bóg przez poprzednie strapienia prowadził Cię.

Oba te stany są nieodłącznym towarzyszem życia duchowego i każdy z nich pełni bardzo ważną rolę. Od nas zależy w jaki sposób je wykorzystamy, aby wzrastać.

Korzystałem z książki Marka Thibodeaux SJ „Dobre i złe duchy w naszym życiu” – serdecznie polecam.

Rozważanie wygłoszone 12.05.2020 r. na Wtorek V Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 14, 27-31a.

Sinusoida życia duchowego

 
 
00:00 / 16:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Wewnętrzne żagle

Wiatr jest nieprzewidywalny i dość często zdarza się, że wieje nie tak jakbyśmy tego chcieli. Gdy jest upalnie wyczekujemy chłodnej bryzy, która będzie nas łagodnie smagała po twarzy. Zimą wiatr potrafi być nieprzyjemny i przeszywający. Momentami może być nawet i niebezpieczny – szczególnie, kiedy jest się na szczycie Małołączniaka (2096 m.n.p.m), a wiatr zamraża ubrania i zasypuje ślady butów na śniegu, tak że można się zgubić… Biblia posługuje się obrazem wiatru, żeby ukazać nam działanie Ducha Bożego, Jego nieprzewidywalność i niemożliwość ujęcia w jakiekolwiek ramy. Takiego porównania używa Jezus w rozmowie z Nikodemem w dzisiejszej Ewangelii. Wiatr jest też konieczny żeby żeglować. Kiedyś myślałem, że żaglówka może dopłynąć do obranego celu, jedynie wtedy gdy wiatr wieje wyłącznie z określonego kierunku. Potem wyczytałem w jakiejś książce, że aby dopłynąć do celu najważniejszy nie jest kierunek wiatru, ale odpowiednie ustawienie żagli – wtedy obojętnie skąd będzie wiało, i tak każdy powiew można wykorzystać do płynięcia. Podobna zasada obowiązuje w życiu duchowym. Czasem może nam się wydawać, że wzrastać duchowo można tyko wtedy, kiedy mamy do tego sprzyjające warunki, takie „dobre wiatry”. Tymczasem każda sytuacja, okoliczność, uczucie, relacja, wydarzenie może służyć mojemu rozwojowi. Biblia mówi, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we WSZYSTKIM dla ich dobra” (Rz, 8, 28a). To znaczy, że niezależnie od tego, z której strony wieje w moim życiu, to od mojej wewnętrznej postawy zależy, jak ustawię żagle, a w konsekwencji czy to doświadczenie będzie służyło mojemu dobru. Nie ma takiej rzeczywistości, która włączona w doświadczenie duchowe relacji z Bogiem, nie może zostać przemieniona. Na tym polega Boża wszechmoc i Jego miłość. A Bóg często działa w naszym życiu niczym wiatr – nie spodziewamy się Go w tym momencie, albo wolelibyśmy żeby zadziałał jakoś inaczej… W życiu duchowym najpiękniejsze jest to, że nie jesteśmy niewolnikami okoliczności zewnętrznych, czy sytuacji na które nie mamy wpływu. To od nas zależy w jaki sposób ustawimy swoje „wewnętrzne żagle” – naszego sposobu myślenia, podejmowanych decyzji, planu dnia, czasu oddanego na spotkanie z Bogiem. Obecnie może się wydawać, że okoliczności wieją nam prosto w twarz, tak że aż mrużymy oczy, ale… przecież można ten pozornie niesprzyjający podmuch tak wykorzystać, aby płynąć. Tylko jak ustawić życiowe żagle?

Rozważanie wygłoszone 20.04.2020 r. na Poniedziałek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 7b-15.

Wewnętrzne żagle

 
 
00:00 / 14:20
 
1X