Kategorie
Słowo na co dzień

Jak przekazywać wiarę

Zakładam, że każdy dla kogo wiara jest fundamentalną wartością zastanawia się nad tym w jaki sposób przekazywać ją innym? W tej kwestii nie ma mocarzy, ekspertów ani gotowych recept działania. Jednak da się wyróżnić pewne cechy, bez których już na starcie będziemy przegrani.

W dzisiejszym nagraniu usłyszysz o tym dlaczego księża mówią nudne kazania, w jakich okolicznościach próbując przekazać wiarę jesteś rozbójnikiem oraz o tym dlaczego kilka lat temu uczyłem się ponad 170 imion i nazwisk na pamięć.

Zapraszam do słuchania!

Rozważanie wygłoszone 26.04.2021 r. w Poniedziałek IV Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie J 10, 1-10.

Jak przekazywać wiarę

 
 
00:00 / 25:52
 
1X
 
Kategorie
Przyjaciele Oblubieńca

Czy Kościół jest komuś potrzebny?

Co to jest Kościół? Dla kogo jest Kościół? Po co jest Kościół? Czy ja potrzebuje Kościoła? A może to Kościół potrzebuje mnie?

Na tych kilka pytań usłyszysz odpowiedz w odcinku specjalnym, który stanowi zapis konferencji wygłoszonej dla wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca przy parafii Wieczerzy Pańskiej w Lublinie.

Konferencja stanowi nauczanie podsumowujące pierwszy tydzień formacji pt. „Kościół jako wspólnota” podręcznika „Szkoła życia we wspólnocie”

Czy Kościół jest komuś potrzebny?

 
 
00:00 / 33:13
 
1X
 
Kategorie
Głęboka modlitwa

GŁĘBOKA MODLITWA [#2] Modlitwa to…

W drugim odcinku serii GŁĘBOKA MODLITWA spróbujemy poszerzyć nasze rozumienie samego pojęcia modlitwy.

W podcaście usłyszysz o tym, dlaczego modlitwa nie jest tylko rozmową z Bogiem, dlaczego Bóg nie potrzebuje modlitwy, czego może nauczyć nas o modlitwie Krzysztof Gonciarz oraz jaki jest największy wałek jaki próbuje nam wkręcić nieprzyjaciel.

Głębokich spotkań z Bogiem na modlitwie!

GŁĘBOKA MODLITWA [#2] Modlitwa to…

 
 
00:00 / 29:15
 
1X
 
Kategorie
Owocna spowiedź

OWOCNA SPOWIEDŹ [#3] Wyznanie

Trzeci odcinek serii OWOCNA SPOWIEDŹ pomoże Ci w dobrym wykorzystaniu momentu spotkania z miłosiernym Bogiem w sakramencie pokuty.

Jak mam żałować czegoś co było przyjemne? W jakim kluczu ułożyć wyznanie grzechów? Dlaczego warto opowiedzieć kilka słów o sobie na początku spowiedzi?

Owocnych spowiedzi! 🙂

OWOCNA SPOWIEDŹ [#3] Wyznanie

 
 
00:00 / 30:46
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Niebezpieczna litania

Czy odmawianie jednej z bardzo popularnych litanii może być dla nas niebezpieczne?

Zanim przejdziemy do tego pytania, najpierw wyobraź sobie sytuację ze swojego życia, gdzie podczas spotkania z jakąś osobą czułeś ogromną dysproporcję, nierówność między Wami. To może być rozmowa ze swoim przełożonym, wizyta w urzędzie. Mi przypominają się odwiedziny pewnego dziekanatu UWr, podczas moich pierwszych studiów po maturze, gdzie na wejściu trzeba było przepraszać pracujące tam Panie, za to że ośmiela się zakłócić ich ciężką pracę 😉 Teraz zobaczmy, że w przypadku spotkania z Bogiem jest podobnie, tylko że całkowicie odwrotnie.

Jezus mówi o sobie, że jest „cichy i pokornego serca”, a w oryginalnym tekście czytamy „łagodny i uniżonego serca”. Serce Boga jest uniżone. To dlatego w spotkaniu z Nim jest odwrotnie – ponieważ dysproporcja między nami, a Bogiem jest w całkowicie drugą stronę, niż we wspomnianych sytuacjach. To Bóg jest uniżony względem człowieka i to jest powód dlaczego nie następuje moje i Twoje spotkanie z Nim. Bo tylko serce skruszone, uniżone jest niejako na tym samym poziomie co serce Boga. To znaczy, że Boga spotkam tylko wtedy, gdy moje serce uniży się do Jego poziomu.

A o co chodzi z tą litanią? Zwróćmy uwagę, że w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa na końcu ma miejsce ważny dialog. Prowadzący litanię zaczyna wezwanie: „Jezu cichy i pokornego serca” – na które odpowiadamy: „Uczyń serca nasze według serca Twego”. Czyli o co się modlimy? O to żeby Bóg skruszył, uniżył i upokorzył nasze serca, aby mogły zniżyć się do poziomu nieprawdopodobnie uniżonego serca Jezusa. To prośba o to, aby Bóg na wiadome swoje sposoby oczyszczał mnie, upokarzał, uniżał, a wszystko po to, żebym potrafił kochać tak jak On. Dlaczego to może być niebezpieczne? Sformułowanie oczywiście odrobinę prowokacyjne, ale przecież mamy świadomość, że proces oczyszczenia serca do przyjemnych nie należy. Warto mieć świadomość, o co tak naprawdę prosimy Boga przez tę modlitwę. I warto mieć świadomość, że On to wołanie słyszy i bierze na poważnie 😉

Rozważanie wygłoszone 19.06.2020 r. na Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, na podstawie Mt 11, 25-30.

Niebezpieczna litania

 
 
00:00 / 17:15
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Owca czy baran?

Po czym możemy poznać, że komuś na mnie zależy? Albo w drugą stronę – po czym mogę poznać, że mi na kimś zależy?
Dziś w Ewangelii po raz kolejny czytamy o dobrym pasterzu i najemniku. Najemnik ma gdzieś owce, liczy się tylko jego własny interes. Dobry pasterz przeciwnie – chcąc doprowadzić wszystkie swoje owce do celu, czasami będzie je korygował, napominał, tak aby żadna z nich nie zboczyła z drogi. A robi to, bo mu zależy. Podobny element widzimy w życiu św. Stanisława – został męczennikiem, bo miał odwagę napomnieć króla. Zrobił to, bo mu zależało.


Mamy odpowiedź na początkowe pytanie – jednym z istotnych sygnałów tego, że komuś na kimś zależy, jest umiejętność napominania. Jeżeli kogoś kocham i zależy mi na nim, to jest jasne, że widząc jego błąd, czy podążanie złą drogą – napomnę go. To działa także w drugą stronę – ktoś, kto mnie kocha, może to samo zobaczyć u mnie. Warto w takim razie rozpatrzyć dwie sytuacje:

  1. Czy potrafię napomnieć kogoś bliskiego mojemu sercu? Czy mam taką odwagę? Z doświadczenia wiem, jak bardzo to jest trudne. Umiejętność napominania jest szczególnie ważna na takich płaszczyznach jak: mistrz-uczeń, ojciec-syn, przełożony-podwładny. Poprzez napomnienie, możemy przysłużyć się do czyjegoś rozwoju. Upomnienie kogoś jest praktycznym komunikatem: „zależy mi na Tobie”.
  2. Co się dzieje kiedy ktoś mnie upomina? Co wtedy czuję, co myślę, jakie działania podejmuje? Bardzo trudno jest przyjmować czyjeś napomnienia. Może być też tak, że kiedy ktoś mnie napomni, od razu się wycofuje z tej relacji i obrażam. Jednak podejmując takie zachowanie, nie jestem już jak owca, ale raczej jak baran. Staje się wtedy baranem, który nie ma szans, ani na rozwój, ani na głębokie relacje – bo tam gdzie relacja jest głęboka, tam będzie miało miejsce napominanie.

Napominanie to trudna umiejętność, która czasem niesie bolesne konsekwencje. Ale tam gdzie jest miłość, tam gdzie komuś na kimś zależy – tam będzie i upomnienie.

Rozważanie wygłoszone 08.05.2020 r. na Uroczystość św. Stanisława, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 10, 11-16.

Owca czy baran?

 
 
00:00 / 12:21
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Tajny znak

Słucham dziś na okrągło kawałka „Tajne znaki” zespołu Luxtorpeda. Polecam gorąco nie tylko wspomniany numer, ale całą twórczość tej genialnej kapeli. Tytułowe tajne znaki to drobne gesty, widoczne i zrozumiałe dla kochanej osoby, takie jak: szminka na lustrze, kartka na lodówce, podrzucone w torbę ciastko do kawy. Dlaczego te znaki są tajne? Bo są bardzo proste, zwyczajne, codzienne. Dla kogoś z zewnątrz mogą kompletnie nic nie znaczyć, być niezrozumiałe, a nawet niezauważone. Odkodują je tylko ci, których łączy więź miłości. Tajne znaki odsyłają do miłości.

Ciekawa sytuacja ma miejsce dziś w Ewangelii – tłum domaga się od Jezusa jakiegoś znaku. Nie zauważają jednak, że rozmnożony chleb, którym się najedli był znakiem. Nie zauważają, że stojący przed nimi Jezus jest znakiem obecności Boga. Nie potrafią dostrzec tych znaków i nie rozumieją dlaczego Jezus mówi o sobie, że jest „chlebem”. Oczywiście Jezus mówi o sakramencie Eucharystii.

Eucharystia jest tajnym znakiem. Jest bardzo prosta i niepozorna: chleb łamiący się w rękach kapłana i kilka kropel wina. Dla kogoś z zewnątrz jest kompletnie nie zrozumiała. Ten znak rozpoznają tylko Ci, którzy kochają Chrystusa. Tajny znak Eucharystii odsyła do miłości Boga.

Dlaczego na Eucharystii nie ma tłumów? Bo tłumy nie widza, że mają wokół siebie mnóstwo znaków. Odkodować tajny znak Eucharystii jako znak miłości Boga jest w stanie tylko ten kto Go kocha.

Rozważanie wygłoszone 28.04.2020 r. na Poniedziałek III Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 6, 30-35.

Tajny znak

 
 
00:00 / 14:10
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Boże przynęty

Pewna kobieta przypadkowo znalazła się w kościele, kiedy organizowaliśmy rekolekcje ewangelizacyjne w parafii. Wcale nie miała zamiaru przychodzić na nie, ale z czystej ciekawości została. Przeżyła je w całości, a nawet wstąpiła do wspólnoty, gdzie Pan Bóg potem mocno porządkował jej serce. Pewien zakonnik zwierzył się, że jednym z powodów, dla którego wybrał swoje zgromadzenie był habit – bardzo mu się podobał i uważał, że będzie w nim świetnie wyglądał. Najprawdopodobniej niedługo Kościół wyniesie go na ołtarze. Pewien młody człowiek mający problemy z narkotykami i przestępczością niejako poprzez przebiegłość swojej mamy znalazł się na pielgrzymce do sanktuarium maryjnego. Tam przeżył spowiedź z całego życia, a dziś jeździ po szkołach dając koncerty i głosząc świadectwo swojej przemiany. Co łączy te trzy historie? Oprócz tego, że wielkie działanie Boże, to także bardzo płytka, zewnętrzna, często przypadkowa ludzka motywacja.
Czytamy w Ewangelii dziś, że tłum szedł za Jezusem dlatego, bo widzieli wcześniej cudowne znaki. Co zrobił wobec tego Jezus? Nie zapytał: „Kto z was jest tutaj bo wierzy, że jestem Bogiem ? Ręka do góry! OK, to reszta wyjazd. Dziękuję, dobranoc”. Czytamy, że Jezus wszystkich nasycił rozmnożonym chlebem, dawał im tyle, ile kto chciał, niezależnie od tego kto i z jakiej pobudki do niego przyszedł. Ta scena pokazuje nam, że Bóg na początku bardzo często posługuje się płytką, zewnętrzną, a czasami nawet przypadkową motywacją ludzką, po to żeby przyprowadzić kogoś do siebie. W ten sposób niejako zarzuca przynętę, dzięki której może nastąpić spotkanie z Nim… w przeciwnym razie być może nikt nie byłby nim zainteresowany?
Podobnie jest dziś. Wielu ludzi przychodzi do kościoła, chociażby ze względu na takiego czy innego księdza. Swego czasu tłumy gromadziły się na kazaniach śp. Ks. Pawlukiewicza. Ile z tych osób przychodziło tam dlatego, bo „dobrze się słucha; tak życiowo mówi”? A Pan Bóg posługuje się takimi ludzkimi przynętami, żeby doprowadzić do spotkania i nakarmić sobą. Czasem może nawet posłużyć się tak prozaiczną rzeczą jak to, że jakiś kościół jest ogrzewany i właśnie z tego powodu ktoś tam pójdzie i dokona się coś wielkiego w jego sercu. W przypadku młodych ludzi silną motywacją różnych wyjazdów na rekolekcje czy przynależności do grupy parafialnej jest to, że są tam ładne koleżanki. Dla mnie dodatkowym bodźcem motywującym do wstąpienia do seminarium był istniejący tam zespół muzyczny i chęć grania koncertów… 🙂
Bóg wie co robi. Z zewnątrz to może się wydawać takie płytkie, przyziemne, wręcz przypadkowe… Kiedyś wyczytałem, że Bóg jest w stanie poruszyć cały świat dla jednej osoby. Biblia pokazuje, że Jezus bardzo często, szczególnie na początku tworzenia się więzi z Nim, wykorzystuje różne przyziemne sprawy. Czasami wystarczy Mu tylko w tym nie przeszkadzać…

Rozważanie wygłoszone 21.04.2020 r. na Piątek II Tygodnia Wielkanocnego, na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 6, 1-15.

Boże przynęty

 
 
00:00 / 17:07
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Wartość wątpliwości

„Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą

Przyjacielu ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość

I kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą

Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość”

Jeśli kojarzysz te wersy to z chęcią zbiłbym z Tobą potężną pionę. 😉 A jeśli nie to podpowiem, że pochodzą one z kawałka „Miej wątpliwość”, który w 2007 nagrał Łona – dla mnie człowiek z absolutnej czołówki polskich raperów. Lubię odnajdywać uniwersalne prawa życia w różnych przestrzeniach kultury. Cały wspomniany kawałek jest wielką zachętą do wzbudzania w sobie krytycznego myślenia i twórczych wątpliwości. Osadźmy tę myśl w dzisiejszej Ewangelii, w której czytamy o nocnym spotkaniu Nikodema z Jezusem. Ta wyjątkowa scena i dialog toczony po zapadnięciu zmroku są obrazem człowieka, który szuka prawdy, myśli, zadaje pytania, a czasami nawet podważa pewne oczywistości. Najprawdopodobniej Nikodem częściej odwiedzał Mistrza z Nazaretu, zadawał Mu pytania, słuchał, rozważał. To doprowadziło do powstania między nimi więzi przyjaźni, bardzo głębokiej. Dowodem tego jest fakt, że to właśnie Nikodem zatroszczył się o Chrystusa po Jego śmierci.

Czasami możemy nosić w sobie przekonanie, że wątpliwości, a już szczególnie te dotyczące wiary, są czymś nagannym, niepożądanym i trzeba je za wszelką cenę od siebie odpychać. Jednak Ewangelia pokazuje nam coś innego – ludzie, którzy mieli wątpliwości (jak Nikodem czy „niewierny Tomasz”) właśnie odkryli prawdę. Jest to zgodnie z tym, co mówi pewna łacińska sentencja: „wątpliwości są drogą do prawdy”. To dobry znak, kiedy w naszej wierze pojawiają się wątpliwości. Każda wątpliwość to zaproszenie do zadawania dobrych pytań, poszukiwania na nie odpowiedzi, drążenia, a czasami podważania pewnych oczywistości (ale nie dla samego podważania, tylko dla głębszego odkrycia istoty danej sprawy). Biblia podpowiada nam jeszcze, żeby podzielić się wątpliwościami z Jezusem. Możemy to odczytać jako zachętę do bezpośredniego wypowiadania różnych wątpliwości dotyczących wiary na modlitwie, a także do dzielenia się nimi z zaufanymi osobami, które potowarzyszą nam na drodze w kierunku prawdy. Wszelkie wątpliwości przeżyte w postawie aktywnego poszukiwania odpowiedzi w dobrych źródłach, będą nas prowadziły do niezwykłych odkryć, a może nawet do spotkania osobowej Prawdy?

Rozważanie wygłoszone 20.04.2020 r. na Poniedziałek II Tygodnia Wielkanocnego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 3, 1-9

Wartość wątpliwości

 
 
00:00 / 16:43
 
1X