Kategorie
Słowo na co dzień

Jak miał na imię Jezus?

W świątecznym podcaście usłyszysz o tym czym się różni Bóg od poradników z empiku, w czym najpełniej wyraża się Boża wszechmoc oraz co daje 5-kilometrowa przebieżka.

Na zakończenie nagrania życzenia z okazji świąt Narodzenia Pańskiego 🙂

Jak miał na imię Jezus?

 
 
00:00 / 15:36
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Kiedy potrzebujesz Ducha Świętego?

Kiedy w sposób szczególny potrzebujemy Ducha Świętego? Gdy jesteśmy w jakiś sposób zamknięci. Uczniowie dziś w Ewangelii byli zamknięci w wieczerniku. Nie tylko w sensie dosłownym – bo czytamy o zamkniętych drzwiach. Byli zamknięci w swoim zniechęceniu, poczuciu porażki, doświadczeniu zdrady, zdezorientowania. W sam środek tego doświadczenia przychodzi Chrystus, który daje im Ducha Świętego niosącego pokój. Podobnie i my możemy znaleźć się w rożnych okolicznościach, które powodują wewnętrzne zamkniecie się w bezradności. 

3 sytuacje, w których potrzebujemy Ducha Świętego:

  1. Zamkniecie się na drugą osobę – kiedy w wyniku jakiejś kłótni, sprzeczki, wymiany zdań w relacji pojawia się chłód, chęć wzajemnego unikania, czy ciche dni. Tego szczególnie mogą doświadczyć małżonkowie. Zdarza się, że któraś ze stron naprawdę chciałaby tę sytuację zakończyć pozytywnie, ale w gdzieś w sercu jest takie spięcie, że nijak nie wiadomo jak to zrobić. Wtedy warto wołać o Ducha Świętego, który może skruszyć lód w sercu i pomoże zrobić pierwszy krok do wzajemnego pojednania. A dlaczego ja mam robić pierwszy krok? Bo chrześcijanie uczą się naśladować Chrystusa – a On zawsze jako pierwszy wyciąga dłoń do pojednania do mnie i do Ciebie. Duch Święty do tego uzdolni.
  2. Zamknięcie się w zniechęceniu – kiedy w wyniku jakieś porażki, upadku po raz kolejny w ten sam grzech, przeżywam zniechęcenie samym sobą. Trudno się z takiego stanu samemu wydobyć. Warto wtedy prosić o Ducha Świętego, którego nazywamy Pocieszycielem.
  3. Zamknięcie się w problemie – kiedy w życiu przychodzą problemy tak zawiłe i skomplikowane, że nie mamy pojęcia jak je ugryźć, jak sobie z nimi poradzić. Warto wtedy wołać o Ducha Świętego, który przecież czyni wszystko nowe. Kiedyś podczas pielgrzymki do Częstochowy pewien człowiek poprosił mnie o rozmowę i podzielił się bardzo zawiłym życiowym problemem. Nie miałem zielonego pojęcia co mu odpowiedzieć, czułem całkowitą bezradność. Wtedy przyszedł mi do głowy ostatni pomysł – zaproponowałem wspólną modlitwę pełną wiary o przyjście Ducha Świętego do tej sytuacji. Po kilku dniach ten człowiek znowu przyszedł do mnie i powiedział, że problem „sam” się rozwiązał.

Duch Święty nie jest głuchy. Kiedy wołasz o Jego przyjście z wielkim pragnieniem i wiarą w spełnienie obietnicy danej w Biblii przez Boga, daje gwarancję, że On przyjdzie.

Rozważanie wygłoszone 31.05.2020 r. na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, na podstawie J 20, 19-23.

Kiedy potrzebujesz Ducha Świętego?

 
 
00:00 / 23:51
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Słowo i sakrament

„Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” – mówią dziś uczniowie, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Zastanawiam się, czy jest jakiś człowiek, który by nie chciał żeby jego serce „pałało” – czyli było przepełnione radością, pokojem, nadzieją? Szczególnie kiedy okoliczności zewnętrzne zdają się wsączać w nas lęk, niepokój i brak zaufania do Boga.

Rozważając scenę wędrówki uczniów do Emaus znajdziemy wskazówkę, która prowadzi do odkrycia, w jaki sposób można doświadczyć tego samego. Czytając ten fragment z pewnością zauważysz, co spowodowało tak niezwykłe poruszenie wnętrz uczniów: Chrystus wyjaśniał im Pisma i nakarmił ich połamanym przez siebie chlebem. Oczywiście jest to symbol Słowa Bożego i sakramentu Eucharystii.

Słowo i sakramenty – to są dwie rzeczywistości, których nie można od siebie oddzielać i które powodują, że nasze serce może być rozpalone od wewnątrz doświadczeniem spotkania z żywym Bogiem. Czytanie, rozważanie, modlitwa Słowem Bożym jest tak bardo ważne, bo to będzie rodzić w nas wiarę. Biblia mówi, że wiara rodzi się ze słuchania, a tym co się słyszy jest Słowo Boże. Dlatego tak bardzo zachęcam do tego, żeby już od rana „nasiąkać” słowami Biblii, a współcześnie mamy to naprawdę bardzo ułatwione, dzięki różnej maści aplikacjom. Słuchanie Słowa będzie rodziło w nas pragnienie spotkania się z Tym, o którym to Słowo opowiada. I w taki sposób Słowo odsyła nas do sakramentu. Sakramenty są dla nas tak cenne, ponieważ to są zewnętrzne, namacalne znaki potwierdzające, że spotkanie z Bogiem się dokonało. Uczestnicząc w Eucharystii mamy pewność, że tam spotykamy Boga, co więcej możemy się z nim zjednoczyć wręcz namacalnie przyjmując Go pod widzialną postacią chleba. Właściwe przeżyte spotkanie z Bogiem w sakramencie będzie w nas rodziło z kolei głębszą chęć poznawania Go, słuchania Jego słowa i rozeznawania Jego woli w codzienności. A to odsyła nas znowu do Słowa – i w taki sposób powstaje pewien krąg, cykl, poprzez Bóg będzie rozpalał nasze serca sobą i wszystkim tym, co niesie Jego obecność.

Nie można rozdzielać Słowa Bożego i sakramentów. To są rzeczywistości sciśle ze sobą powiązane: jedna prowadzi do drugiej, a druga odsyła znowu do tej pierwszej. Co się stanie kiedy je od siebie oderwiemy? Jeżeli poprzestaniemy na samym tylko czytaniu Biblii, może powstać pokusa traktowania jej jako cennego i wartościowego poradnika życiowego, jednego z wielu dostępnych. Bo znajdziesz tam wiele informacji odnośnie relacji, zarządzania finansami czy rozwoju osobistego. Słowo stanie się wtedy tylko jednym z wielu źródeł informacji „jak żyć”. Z drugiej strony, jeżeli poprzestaniesz na samym sakramencie, bez odniesienia do Słowa, prawdopodobnie będzie to bardzo płytkie przeżywanie go i zatrzymasz się jedynie na powierzchni, rycie, formie zewnętrznej. Będziesz korzystał z sakramentów, może nawet regularnie, ale szybko zauważysz, że one nic nie zmieniają w Twoim życiu. 

Słowo i sakramenty to pokarm, który jest dostępny dziś dla każdego. Jestem przekonany, że karmiąc się nimi będziemy zarażali innych – ale nie żadnymi wirusami – tylko radością, entuzjazmem, uśmiechem, autentyczną relacją z Bogiem. Bo to wszystko wypływa z serca pałającego obecnością Boga 🙂

Rozważanie wygłoszone 26.04.2020 r. na III Niedzielę Wielkanocną, na podstawie Ewangelii wg. św. Łukasza 24, 13-35.

Słowo i sakrament

 
 
00:00 / 16:53
 
1X
 
Kategorie
Słowo na co dzień

Po co jest Kościół?

Dziś wyjątkowy dzień, Niedziela Miłosierdzia Bożego. Myślę, że koledzy po fachu to potwierdzą, że w pobliżu tego dnia zwiększa się natężenie spowiedzi, które ja sobie nazywam „petardami” – kiedy ludzie po wielu latach wracają do Boga, albo przychodzą do Niego z potężnie złamanym sercem. Chyba nie ma piękniejszej chwili dla księdza kiedy można na taką osobę rozlać balsam miłosierdzia Boga 🙂
Tymczasem spójrzmy znowu do Ewangelii – dziś czytamy scenę znaną pewnie wszystkim jako opowieść o „niewiernym Tomaszu” (ale się ciągnie za nim ta łatka…). Zwróćmy uwagę na jeden istotny szczegół – Tomasz nie spotyka Jezusa, bo nie ma go we wspólnocie, razem z uczniami. Dopiero kiedy wraca na łono wspólnoty uczniów, dokonuje się niesamowite doświadczenie, namacalne wręcz, spotkania z Bogiem. 
Czasami może rodzić się w nas pytanie: po co jest Kościół? Już samo to słowo budzi pewnie skrajne skojarzenia. Może słysząc Kościół widzisz okiem wyobraźni obcy, zimny budynek albo przygrubego księdza wysiadającego z wcale nietaniego auta na alufelgach? Dla mnie Kościół to ludzie. Ja i Ty. Ludzie, którzy przekazali mi wiarę, których spotkałem na różnych drogach, z którymi wzajemnie umacniam się w wierze. Kościół jest potrzebny, bo zgodnie z dzisiejszym Słowem, to we wspólnocie Kościoła spotyka się Jezusa. Takie jest moje doświadczenie: kościół domowy mojej wspaniałej rodziny, potem rodzinna parafia w Wałbrzychu, świdnickie seminarium, wspaniałe 3 lata na parafii w Dzierżoniowie i obecne poznawanie Kościoła w różnych miejscach, gdzie mam okazję bywać – to jedna wielka przestrzeń spotykania Boga. Myślę też o kamieniach milowych mojej relacji z Bogiem, których nie zapomnę do końca życia: pieszej pielgrzymce do Częstochowy, rekolekcjach ignacjańskich, pierwszym kursie Paweł – to były niesamowicie mocne wydarzenia odciskające pozytywne piętno na moim życiorysie. Łączy je jedno – wszędzie tam był Kościół. Bo Kościół jest po to, żeby w Nim spotykać Jezusa.
Jak patrzysz na Kościół? Widzisz w nim miejsce, gdzie możesz spotkać Boga czy instytucję dystrybuująca usługi religijne? Może jest tak dlatego, że patrzysz na Kościół z zewnątrz? Czy zasmakowałeś czym naprawdę jest Kościół? Warto na poważnie wejść do środka wspólnoty Kościoła i doświadczyć tego samego, co wspomniany „niewierny Tomasz” – spotkania z żywym Bogiem. 🙂

Rozważanie wygłoszone 19.04.2020 r. na Niedzielę Miłosierdzia Bożego na podstawie Ewangelii wg. św. Jana 20, 19-31.

Po co jest Kościół?

 
 
00:00 / 32:56
 
1X